(12-01-2014, 17:58)Mefisto napisał(a):Wow.;) Ale ja przecież nie twierdzę, że scenariusz w 100% trzyma się faktów. Po prostu, zgrabnie wykorzystuje prawdziwe wydarzenia. Nie wnikam, ile to prawda a ile fantazja scenarzystów.(17-11-2013, 16:49)PropJoe napisał(a): Dallas Buyers ClubPrzede wszystkim fabuła, a faktyczne wydarzenia, to dwie różne rzeczy, czego ogarnięcie zajęło mi całe 5 minut w google :)
Fajne jest to, że chociaż w filmie nie brakuje przewidywalnych wydarzeń, to nie znając historii trudno przewidzieć jak potoczy się fabuła. (...)
Trochę tak jak w przypadku Rush, gdzie też z bardzo filmowej historii na faktach wyciśnięto ile się da.
(12-01-2014, 17:58)Mefisto napisał(a): Scenarzyści sporo tu od siebie dodali, waląc nam właśnie typowo hollywoodzkie rozwiązania (cała rola Leto, która jest motorem zmian napędzającym głównego bohatera, żeby pokazać, że tak naprawdę ma on dobre serduszko; to samo wszyscy ci źli ludzie od leków, którzy rzucają kłody pod nogi naszemu umierakowi - trochę to przesadnie ckliwe i przedramatyzowane), a przy okazji sporo pominęli (brak siostry i córki).Jasne, że jest sporo typowo hollwoodzkich motywów, ale miałem wrażenie, że w takiej historii mogło by ich być zdecydowanie więcej a te, które są zostały podane na tyle sprawnie, że nie przeszkadzają aż tak bardzo. Przesadnej ckliwości też było mniej, niż się spodziewałem. I nie miałem wrażenia, że postać Leto jest motorem zmian głównego bohatera. Do działania popycha go bardziej wkurwienie na system podparte chęcią zarobku. Fajne jest właśnie to, że główny bohater niemal do końca pozostaje "sceptyczny" w stosunku do orientacji kumpla. Nie zmienia się z prostego homofoba w adwokata ruchu LGBT. I to jest dla mnie przykład tej scenariuszowej nieoczywistości. Pewnie mogło by być jeszcze mniej hollywoodzko, ale jest mniej niż można było się obawiać, przy takiej historii. Nie chce mi się spędzać 5 min na google, ale jakie znaczenie ma pod tym względem pominięcie siostry i córki? Ujęcie ich w scenariuszu byłoby mniej ckliwe i hollywoodzkie.
(12-01-2014, 17:58)Mefisto napisał(a): Niemniej film zagrany jest koncertowo i choć nie mogę powiedzieć, że trudno przewidzieć tu fabułę, bo ona jest prosta i w sumie banalna, nic tu nie zaskakuje, to jednak film wciąga oraz, a może przede wszystkim, ma znakomitego protagonistę (...)Indeed. Fabuła jest prosta i nie zaskakuje twistami a jednak spełnia podstawowy warunek - sprawia, że na kolejne sceny czekam z zainteresowaniem.
Zgadzamy się też w ocenie głównego bohatera, w dużej mierze utrzymanie zainteresowania widza to jego zasługa. Swoją drogą, skrzywdziłem chyba McConaughey pisząc, że nie jestem pewien, czy to kwestia jego umiejętności aktorskich, czy bardziej tych zrzuconych kilogramów. Nadal uważam, że w takiej roli łatwiej zabłysnąć i nadal uważam, że taki Phoenix jest dużo lepszym aktorem. Niemniej McConaughey zagrał znakomicie, stworzył świetną postać, ten prostacki pierwiastek jest w nim najfajniejszy. I znowu, scenariusz tylko mu w tym pomaga.
Tak, czy inaczej, super, że dostał Globa, kibicuje mu w oscarowym wyścigu a sam film mógłby spokojnie zastąpić np. Philipsa.
13-01-2014, 15:24 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-01-2014, 15:32 przez PropJoe.)





