Obejrzałem za jednym zamachem, jak dla mnie instant classic. Banalność rozwiązania sprawy postrzegam jako pewnego rodzaju nawiązanie do samego tytułu serii - czasem prawdziwe śledztwo, prawdziwych detektywów, może trwać kilkanaście lat i tysiące żmudnych godzin slęczenia nad aktami, a i tak w ostatecznym rozrachunku kluczowy okazać się może jakiś błahy detal; skojarzenie, na które wpadamy w sumie bez powodu i równie dobrze nigdy mogłoby do niego nie dojść (np. gdyby Rust akurat tego zdjęcia nie wywiesił po przeprowadzce do biura). Życie. Argument, że to tani chwyt w kryminałach jest może i słuszny, ale nie przeszkadza mi właśnie takie sięgnięcie do klasycznych motywów gatunku. Czasem prostota jest ok, mnie np. już irytują wszechobecne w nowych produkcjach mega-twisty z tyłka. Że mordercę szło zdemaskować w 3 odcinku? Spoko, nie rusza mnie to. Jedyny poważny zarzut jaki mam to fakt, że w sumie najważniejszy wątek śledztwa, tj. zamieszanie w morderstwa oficjeli i duchownych, cały ten kult i symbolika nie został zamknięty. Czyżby była przewidziana jego kontynuacja? Może każdy sezon to inne sprawy i inni śledczy, ale wszystko spięte jakoś klamrą kultu? Nie miałbym nic przeciwko. Sezon pierwszy 9/10, w dużej mierze dzięki wybitnej roli MM, powinien dostać Oscara... oh, wait...
16-03-2014, 03:54





