Love Actually (reż. Richard Curtis, 2003)
To ten film z plejadą najciekawszych aktorów, i którego okładkę skopiowali w filmie "Listy do M". I nie tylko okładkę.
Film średni, infantylny, przerysowany do bólu i skierowany - niestety - do kobiet lubiących happy end tak słodki, że każda inna rzecz przestaje mieć znaczenie, a liczy się tylko ten jeden, jedyny cel. Szkoda, bo potencjał był, ale z tych 10 wątków tylko dwa otrzymały właściwą głębię i podniosłą puentę, a reszta... mogłaby zniknąć i nie zauważyłbym. Jeśli miałbym porównać naszą rodzimą kopię, to zdecydowanie wygrywa ona z hollywodzkim pierwowzorem.
5/10
O, to to! :)
To ten film z plejadą najciekawszych aktorów, i którego okładkę skopiowali w filmie "Listy do M". I nie tylko okładkę.
Film średni, infantylny, przerysowany do bólu i skierowany - niestety - do kobiet lubiących happy end tak słodki, że każda inna rzecz przestaje mieć znaczenie, a liczy się tylko ten jeden, jedyny cel. Szkoda, bo potencjał był, ale z tych 10 wątków tylko dwa otrzymały właściwą głębię i podniosłą puentę, a reszta... mogłaby zniknąć i nie zauważyłbym. Jeśli miałbym porównać naszą rodzimą kopię, to zdecydowanie wygrywa ona z hollywodzkim pierwowzorem.
5/10
(16-03-2014, 16:08)Perfik napisał(a):(16-03-2014, 15:36)Juby napisał(a): w kwestii wiernego pokazania IIWŚ Szeregowiec Ryan zawstydził wszystkie produkcje
Jak już to Band of Brothers ;)
O, to to! :)
loading podpis...
17-03-2014, 09:12 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-03-2014, 09:18 przez Martinipl.)





