Only Lovers Left Alive - nigdy nie byłem fanem Jarmuscha, ale z drugiej strony wiedziałem czego się spodziewać. A jednak strasznie się rozczarowałem. Sam pomysł na postaci, zwłaszcza Adama - undergroundowego muzyka, znudzonego życiem i zdołowanego wampira wydawał się fajnym punktem wyjścia dla ciekawego ugryzienia tematu. Ale Jarmusch nie wiedzieć dlaczego zarzyna w miarę fajny pomysł pretensjonalnymi wspomnieniami o wielkich artystach-kumplach. Głowni bohaterowie ze sobą nie rozmawiają. Oni się popisują przed widzami tym, że są WAMPIRAMI i znali BYRONA. Po pierwsze po co? Po drugie, na kim to kurwa ma zrobić wrażenie? Dawno nie widziałem czegoś tak pretensjonalnego, tandetnego i niepotrzebnego.
Mógłby wyjść fajny snuj, bo aktorstwo solidne, zdjęcia jak zawsze klasa, niezłe lokalizacje. Ale jak snuj to o czymś, nie? A o czym to było? Albo chociaż, żeby z klimatu nie wytrącały suchary dla "studentek kulturoznawstwa".
Na spory plus Wasikowska. Laska nie jest może specjalnie hot, więc pewnych ról może przekonująco nie zagra, ale talent ma. Moim zdaniem więcej niż taka na przykład Lawrence.
5/10 głównie za "klimat" i aktorstwo.
Mógłby wyjść fajny snuj, bo aktorstwo solidne, zdjęcia jak zawsze klasa, niezłe lokalizacje. Ale jak snuj to o czymś, nie? A o czym to było? Albo chociaż, żeby z klimatu nie wytrącały suchary dla "studentek kulturoznawstwa".
Na spory plus Wasikowska. Laska nie jest może specjalnie hot, więc pewnych ról może przekonująco nie zagra, ale talent ma. Moim zdaniem więcej niż taka na przykład Lawrence.
5/10 głównie za "klimat" i aktorstwo.
02-04-2014, 13:35 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-04-2014, 19:16 przez PropJoe.)





