a mnie się podobał tak samo jak remake pamięci absolutnej, przy czym z przeciwnych powodów.
Pamięć absolutna była w zasadzie identycznym filmem jak poprzednik, tylko jakoś wypramnym ze wszystkiego co było w nim fajne, ale za to była bardzo przyjemna wizualnie.
W robocopie wizualnie przyjemnych rzeczy za wiele nie było, ale za to przynajmniej uzasadniono powstanie remaka kładąc w fabule nacisk na kwestię wykorzystania robotów na polu walki. Jakoś to tam średnio pociągnięto, więc na koniec SLJ wali z grubej rury, że ameryka to zuuuuuuo, jakby się kto wcześniej nie domyślił ;)
W każdym razie oba filmy bronią się w niedzielny poranek między naleśnikami i kakaem a powtórką voice of poland, i jeśli tylko ktoś podszedł do tych filmów ze zdrowymi oczekiwaniami to nie powinien być zawiedziony :)
Poza tą ogólną krytyką amerykańskiego imperializmu to już cała reszta filmu jest zdecydowanie bezjajeczna i schematyczna, niemniej, żeby zaraz porównywać do Terminatora: Salvation?
Ofkors robocop ma swoje drobne problem jak odzyskiwanie przez murphyego kontroli nad zablokowanymi funkcjami bez żadnego powodu, wyłączanie emocji redukując ilość jednego neuroprzekaźnika (o ile wiem to przy spadku dopaminy o 98% murphy powinien wpaść raczej w epicką depresję a nie stracić uczucia.), ale gdzie to porównać do poprawianego na kolanie podczas zdjęć scenariusza T:S którego fabuła to jeden wielki fraktalny nonsens (każdy większy nonsens jest zbudowany z kilku mniejszych nonsensów i tak w nieskończoność ;)
Zabawne, że znowu jest parę osób, i to chyba znowu tych samych, które starają się ferować wyroki o tym, co najeży o tym filmie myśleć i jak go oceniać, i mówić kto się ma czego wstydzić. Dla mnie to dziwne :)
Pamięć absolutna była w zasadzie identycznym filmem jak poprzednik, tylko jakoś wypramnym ze wszystkiego co było w nim fajne, ale za to była bardzo przyjemna wizualnie.
W robocopie wizualnie przyjemnych rzeczy za wiele nie było, ale za to przynajmniej uzasadniono powstanie remaka kładąc w fabule nacisk na kwestię wykorzystania robotów na polu walki. Jakoś to tam średnio pociągnięto, więc na koniec SLJ wali z grubej rury, że ameryka to zuuuuuuo, jakby się kto wcześniej nie domyślił ;)
W każdym razie oba filmy bronią się w niedzielny poranek między naleśnikami i kakaem a powtórką voice of poland, i jeśli tylko ktoś podszedł do tych filmów ze zdrowymi oczekiwaniami to nie powinien być zawiedziony :)
Poza tą ogólną krytyką amerykańskiego imperializmu to już cała reszta filmu jest zdecydowanie bezjajeczna i schematyczna, niemniej, żeby zaraz porównywać do Terminatora: Salvation?
Ofkors robocop ma swoje drobne problem jak odzyskiwanie przez murphyego kontroli nad zablokowanymi funkcjami bez żadnego powodu, wyłączanie emocji redukując ilość jednego neuroprzekaźnika (o ile wiem to przy spadku dopaminy o 98% murphy powinien wpaść raczej w epicką depresję a nie stracić uczucia.), ale gdzie to porównać do poprawianego na kolanie podczas zdjęć scenariusza T:S którego fabuła to jeden wielki fraktalny nonsens (każdy większy nonsens jest zbudowany z kilku mniejszych nonsensów i tak w nieskończoność ;)
Zabawne, że znowu jest parę osób, i to chyba znowu tych samych, które starają się ferować wyroki o tym, co najeży o tym filmie myśleć i jak go oceniać, i mówić kto się ma czego wstydzić. Dla mnie to dziwne :)
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
12-05-2014, 14:40 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-05-2014, 15:13 przez Negatywny.)





