Mocno rozdarty jestem. Z jednej strony, mam wrażenie że obejrzałem świetny film przygodowo-katastroficzny, ale z drugiej, jako oddany fan serii, czuję jednak pewne rozczarowanie.
Od strony technicznej jest świetnie. Niezwykle klimatyczny soundtrack buczy mi ciągle w głowie, zdjęcia są cudne, efekty specjalne, w większości, ryją beret, a finałowa walka miażdży swoim wykonaniem.
Nie zgodzę się z większością co do ludzkich bohaterów filmu. Są oni prości i niczym specjalnym się nie wyróżniają, ale swoją rolę w filmie spełniają. Tak, można to było zrobić znacznie lepiej, zwłaszcza że nie byłoby to takie trudne. Serizawa zamiast robić wielkie oczy i stanowić za ekspozycję, mógłby przecież być bardziej aktywnym bohaterem, trochę na wzór Alana Granta z "Parku Jurajskiego", a Ford, to może nie jest jakiś niesamowicie charyzmatyczny główny bohater, ale ciekawie śledziło mi się jego starania powrotu do rodziny, pomimo dosyć oczywistego rezultatu. Stawianie go niżej od tej pierdoły granej przez Broderica w filmie z 1998, to jakiś absurd.
Fabularnie, jest prosto i pełno tutaj zbiegów okoliczności, ale niczego wielkiego, na tym tle za specjalnie nie wymagałem. Ogląda się to naprawdę sympatycznie i pomimo kilku mniejszych dłużyzn, zlatuje to całkiem szybko. Ochota na powtórkę jest? Jest. Kupno na Blu będzie? Będzie. Oczekiwanie na sequel? Tak. A więc 8/10 i wsio? Yyyy...eeee....
I tutaj włącza się moja fanowska, rozczarowana strona. Idąc na film zatytułowany "Godzilla", którego kampania reklamowa sugerowała Godzillę jako niszczyciela który "pośle nas do epoki kamienia"... to jednak właśnie tego się spodziewam. A tutaj dostałem może i świetny Monster Movie, ale dotyczący Muto, które stoją za całym "złem" w tym filmie. A Godzilla? To nie jest film o nim. Występuje tylko na 15 minut. Fakt, jak jest na ekranie to ma się mokro w gaciach, ale służy on tutaj tylko jako broń przeciwko Muto. Sensowniej byłoby to nazwać "Destroy All Monsters".
Ale to nie to mnie najbardziej zirytowało. Już słynne cięcie podczas zaprezentowania się Króla w całości, to jeden wielki dick move. To tak jak by w "Parku Jurajskim", podczas pierwszego ataku T-Rexa, uciąć scenę zaraz po jego wyjściu z zagrody a następnie przejść do sceny z samochodem na drzewie. Tak się po prostu nie robi, zwłaszcza po niezwykle długim czasie oczekiwania na pojawienie się tytułowego potwora. Jednak najbardziej facepalmowymi momentami były dla mnie sceny nieświadomego ratowania ludzi przez Godzillę, a wszystko zwieńczone Jak czekam na sequel, tak nie za bardzo podoba mi się kierunek obrany w zakończeniu...
Od oceny końcowej się wstrzymuję bo zadziałał tutaj casus "Iron Mana 3" i czekam na weryfikację podczas drugiego seansu. Ale to dopiero na Blu Ray.
Od strony technicznej jest świetnie. Niezwykle klimatyczny soundtrack buczy mi ciągle w głowie, zdjęcia są cudne, efekty specjalne, w większości, ryją beret, a finałowa walka miażdży swoim wykonaniem.
Nie zgodzę się z większością co do ludzkich bohaterów filmu. Są oni prości i niczym specjalnym się nie wyróżniają, ale swoją rolę w filmie spełniają. Tak, można to było zrobić znacznie lepiej, zwłaszcza że nie byłoby to takie trudne. Serizawa zamiast robić wielkie oczy i stanowić za ekspozycję, mógłby przecież być bardziej aktywnym bohaterem, trochę na wzór Alana Granta z "Parku Jurajskiego", a Ford, to może nie jest jakiś niesamowicie charyzmatyczny główny bohater, ale ciekawie śledziło mi się jego starania powrotu do rodziny, pomimo dosyć oczywistego rezultatu. Stawianie go niżej od tej pierdoły granej przez Broderica w filmie z 1998, to jakiś absurd.
Fabularnie, jest prosto i pełno tutaj zbiegów okoliczności, ale niczego wielkiego, na tym tle za specjalnie nie wymagałem. Ogląda się to naprawdę sympatycznie i pomimo kilku mniejszych dłużyzn, zlatuje to całkiem szybko. Ochota na powtórkę jest? Jest. Kupno na Blu będzie? Będzie. Oczekiwanie na sequel? Tak. A więc 8/10 i wsio? Yyyy...eeee....
I tutaj włącza się moja fanowska, rozczarowana strona. Idąc na film zatytułowany "Godzilla", którego kampania reklamowa sugerowała Godzillę jako niszczyciela który "pośle nas do epoki kamienia"... to jednak właśnie tego się spodziewam. A tutaj dostałem może i świetny Monster Movie, ale dotyczący Muto, które stoją za całym "złem" w tym filmie. A Godzilla? To nie jest film o nim. Występuje tylko na 15 minut. Fakt, jak jest na ekranie to ma się mokro w gaciach, ale służy on tutaj tylko jako broń przeciwko Muto. Sensowniej byłoby to nazwać "Destroy All Monsters".
Ale to nie to mnie najbardziej zirytowało. Już słynne cięcie podczas zaprezentowania się Króla w całości, to jeden wielki dick move. To tak jak by w "Parku Jurajskim", podczas pierwszego ataku T-Rexa, uciąć scenę zaraz po jego wyjściu z zagrody a następnie przejść do sceny z samochodem na drzewie. Tak się po prostu nie robi, zwłaszcza po niezwykle długim czasie oczekiwania na pojawienie się tytułowego potwora. Jednak najbardziej facepalmowymi momentami były dla mnie sceny nieświadomego ratowania ludzi przez Godzillę, a wszystko zwieńczone Jak czekam na sequel, tak nie za bardzo podoba mi się kierunek obrany w zakończeniu...
Od oceny końcowej się wstrzymuję bo zadziałał tutaj casus "Iron Mana 3" i czekam na weryfikację podczas drugiego seansu. Ale to dopiero na Blu Ray.
18-05-2014, 21:12 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-05-2014, 21:16 przez Grievous.)
Spoiler




