(20-05-2014, 01:42)Crov napisał(a): Bardzo fajny artykuł na temat słabego wątku ludzkiego w filmie i tego, jak w pewnym sensie to pasuje: http://thedissolve.com/features/exposition/566-godzilla-the-first-post-human-blockbuster/Fajny artykuł, tylko że nijak ma się do filmu Edwardsa.
1) Głównymi bohaterami "Godzilli" są ludzie. Zaczynamy od rodziny Brodych i na rodzinie Brodych kończymy. To z ich perspektywy obserwujemy wydarzenia, to oni biorą udział w kluczowych scenach, mając w nich niekiedy - znowu to słowo - kluczowe znaczenie. To Ford zniszczył gniazdo MUTO, nie Godzilla.
Mało tego - Edwards sam podkreślał ludzką, realistyczną perspektywę tego filmu. Tu nie ma ujęć, których nie mogłaby nakręcić ekipa z kamerą, z poziomu ulicy, z dachu budynku lub z helikoptera. Jak więc ta ludzka perspektywa ma świadczyć o nieistotności ludzi w tym filmie?
2) Podawanie psa i anonimowych postaci trzeciego planu jako argumentu za tym, że "Godzilla" jest post-human blockbusterem... Bądźmy poważni. W ilu filmach katastroficznych kamera skupiała się na zwierzętach (najczęściej psach właśnie) tudzież anonimowych ludziach właśnie, którzy akurat w danej scenie mieli posłużyć za ofiary? Inaczej: w ilu filmach w ogóle mamy takich minibohaterów, którzy pojawiają się na kilkanaście, kilkadziesiąt sekund tylko po to, by zareagować na to, co akurat dzieje się w danej scenie? To się nazywa reżyseria, ale żeby dopisywać do tego aż taką ideologię?
3) Gdyby "Godzilla" faktycznie była tak ambitnym w swych zamierzeniach filmem, mającym być niemalże rewolucją w gatunku, to nie miałaby głównego/głównych bohaterów w ogóle. "Bohaterami" byliby ludzie, którzy akurat znaleźli się w danym miejscu. Raz byliby to żołnierze, raz ludzie bawiący się akurat w Vegas, innym razem turyści na Hawajach, a jeszcze innym mieszkańcy San Francisco czy pracownicy biurowców. Bezimienni, znikający z ekranu po kilku minutach, uchodzący z życiem lub nie. To faktycznie byłoby oryginalne i nowatorskie, a przy tym bardzo odważne, ale i pokazywało tę nieistotność naszego gatunku w starciu z siłami natury. A tak? Nie ma tu nic czego nie było w dowolnym innym filmie monster movie/katastroficznym.
Jeszcze jeden taki artykuł i autentycznie uwierzę, że Godzilla to tegoroczny The Dark Knight, z tą jednak różnicą, że chociaż krytycy wspinali się wtedy na wyżyny grafomanii, to jednak film Nolana jest świetny, a ten nie.
20-05-2014, 16:30 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-05-2014, 16:33 przez Mierzwiak.)





