(20-05-2014, 19:42)Motoduf napisał(a): Owszem, w pierwszej połowie filmu. Potem ludzi jest coraz mniej, a w finale już prawie zupełnie ich nie ma. To znaczy, jasne, są, ale gdzieś w tle. Pokazywanie głównych bohaterów ogranicza się do niezbędnego minimum.Tak niezbędnego, że Ford ratuje San Francisco przed atomową zagładą. Tak niezbędnego, że 100-metrowy potwór ściga JEDNEGO człowieka (u Emmericha to chociaż była żółta taksówka). Błagam, tylko dlatego, że w finale ostał się jeden człowiek (no bo jakże by inaczej, Ford jest nieśmiertelny i ma największego farta ever!), a akcję dominuje CGI (to mają do siebie finały większości blockbusterów) to naprawdę nie powód, by obwoływać ten film jakimś novum.
Cytat:I była to jedyna pozytywna rzecz, którą jakikolwiek ludzki bohater zrobił w tym filmie.O ilu katastroficznych filmach, w których ludzie poza ratowaniem własnego życia nie mogą nic zrobić, można powiedzieć dokładnie to samo?*
Cytat:Poza tym, skoro Godzilla wyczuwała MUTO na odległość, to pewnie wyczuwała też gniazdo i zniszczyłaby je po pokonaniu MUTOA jednak to człowiek je zniszczył, i to jest pokazane w filmie. Spekulacje zostawmy na inną okazję.
Cytat:Film jest z ludzkiej perspektywy (i na początku ludzie są w centrum), ale ludzie nie mają tu żadnej siły sprawczej, a wraz z kolejnymi częściami filmu tracą na ważności.<westchnienie> :)
PS. Jedno Godzilli przyznaję - nie mogę przestać o niej myśleć, z jednej strony zachwyt tym, co zachwycić miało, a z drugiej stracona szansa na więcej. Przynajmniej wpadłem na pomysł minimalistycznego plakatu :)
PS2. O jednym nie wspomniałem, niesamowicie podobały mi się odgłosy wydawane przez MUTO, a pod względem atmosfery najlepsza była chyba scena na moście kolejowym.
20-05-2014, 19:52 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-05-2014, 19:54 przez Mierzwiak.)





