Trochę chybiony przykład z SW z kilku powodów. Po pierwsze "burza mózgów" w filmie takim jak GW, to tworzenie od podstaw, wszystkiego co tylko przyjdzie projektantowi do głowy, bo to zupełnie "własny" setting, nie ograniczony żadnymi barierami, gdzie możesz do jednego wora wrzucić każde szaleństwo. W Godzilli, jedyne co robisz to wariacje na temat jednego i tego samego gada. I w dodatku przykłady które wymieniłeś, to bardzo, bardzo luźne, najbardziej ogólnikowe szkice - w końcu jak wiemy finalny efekt w niczym ich nie przypominał. To są raczej szybkie makiety robione na zasadzie "reżyserowi podoba się pomysł Godzilli z "morskimi" płetwami na grzebiecie - strzelę w pięć minut szybki obraz, by zilustrować ten konkretny pomysł". To nie ma służyć za wgląd w tego jak ma wyglądać pysk gada, czy jego ręce, czy szczegóły sylwetki. Tego rodzaju szybkie szkice na początku produkcji często ssą i chyba nie ma filmowego artbooka na mojej półce, który nie miałby ich pełno.
Poza tym, jeżeli już oceniać projekty SW jako małe dzieła sztuki, to raczej właśnie głownie pod względem plastycznym (McQuarie jako malarz, gdy mógł to przedkładał pełne ilustracje nad szkicami koncepcyjnymi). Bo sam wygląd stworzeń w SW to totalny misz-masz wszystkiego od ikon do totalnych gówien. W GW na każdy świetny projekt, przypada całe multum żałośnie wyglądających, karykaturalnych potworów i kosmitów, wyglądających jakby wyciągnęli je z pierwszej lepszej bajki dla dzieci (i napędzane osobistymi gustami Lucasa, na które np. podczas nowej trylogii, za jego plecami marudzili sami projektanci). Mam wszystkie artbooki SW i wiele z zaprezentowanych tam potworów wygląda jak szkice jakiegoś 14 latka z deviantarta, co to rysuje swoje wyobrażenia o kosmitach. Teraz ma to specyficzny retro klimat, który dziś doceniamy, ale ciężko powiedzieć o sporej ilości z tych stworzeń, by były to jakieś dzieła sztuki w dziedzinie konceptualizacji. Co innego pod względem plastycznym, bo tutaj McQuarrie potrafił tworzyć naprawdę magiczne i klimatyczne ilustracje.
Poza tym, jeżeli już oceniać projekty SW jako małe dzieła sztuki, to raczej właśnie głownie pod względem plastycznym (McQuarie jako malarz, gdy mógł to przedkładał pełne ilustracje nad szkicami koncepcyjnymi). Bo sam wygląd stworzeń w SW to totalny misz-masz wszystkiego od ikon do totalnych gówien. W GW na każdy świetny projekt, przypada całe multum żałośnie wyglądających, karykaturalnych potworów i kosmitów, wyglądających jakby wyciągnęli je z pierwszej lepszej bajki dla dzieci (i napędzane osobistymi gustami Lucasa, na które np. podczas nowej trylogii, za jego plecami marudzili sami projektanci). Mam wszystkie artbooki SW i wiele z zaprezentowanych tam potworów wygląda jak szkice jakiegoś 14 latka z deviantarta, co to rysuje swoje wyobrażenia o kosmitach. Teraz ma to specyficzny retro klimat, który dziś doceniamy, ale ciężko powiedzieć o sporej ilości z tych stworzeń, by były to jakieś dzieła sztuki w dziedzinie konceptualizacji. Co innego pod względem plastycznym, bo tutaj McQuarrie potrafił tworzyć naprawdę magiczne i klimatyczne ilustracje.
"What writer wants to make compromises with story? Story is the only reason you're in it."
David Simon
David Simon
05-06-2014, 21:13 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-06-2014, 21:15 przez Cator.)





