Pierwsza część miała bohaterów, którym się kibicowało, a tutaj miałem wszystkich gdzieś. Bardziej zwartą fabułę, z której nie pamiętam żadnych przeskoków, flashbacków, itd. Było prościej, a tutaj jest strasznie chaotycznie, bo reżyser nad tym nie panuje. I nie podoba mi się konstrukcja, że prawie cały film (prócz prologu o Kserksesie) to bitwa; w pierwszej części mieliśmy fajny, całkiem długi wstęp, który budował napięcie i portrety bohaterów. Poza tym byłem w stanie uwierzyć, że 300 najlepszych wojowników na świecie jest w stanie tak długo wytrzymać w walce z tak mocno przeważającymi siłami wroga, a w sequelu śmiać mi się chce, że chmara statków nie może dać sobie rady z kilkoma greckimi okrętami. Rozumiem, że Persowie nie doceniają przeciwnika, ale... Bez przesady:D Poza tym Grecy biją się tak samo dobrze jak Spartanie, tylko są bardziej chaotyczni, a w to nie umiem już uwierzyć. Brak mi też tej dawki mistycyzmu, która otaczała Persów w pierwszych 300. Kserkses okazuje się manipulowanym mięczakiem, który wpadł do magicznej studni, a jego oddziały wydają się jakieś zwyczajniejsze.
I wolę ciepłą, pełną czerwieni kolorystykę jedynki. A tutaj zbyt często jest jakoś tak brudno, ciemno, brzydko, a pryskająca krew po jakimś czasie zaczyna irytować. Czegoś mi brakuje w warstwie wizualnej.
I wolę ciepłą, pełną czerwieni kolorystykę jedynki. A tutaj zbyt często jest jakoś tak brudno, ciemno, brzydko, a pryskająca krew po jakimś czasie zaczyna irytować. Czegoś mi brakuje w warstwie wizualnej.
08-06-2014, 20:26 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-06-2014, 20:28 przez patyczak.)





