Muppets Most Wanted - nadmienię na początku, że poprzednia część bardzo mi się podobała i podoba do dzisiaj; prosta, ale sympatyczna fabuła, świetna obsada, dobre gagi i ogromna dawka sentymentu, którą dało się wyczuć nawet nie będąc z Muppetami zaznajomionym jakoś szczególnie dobrze (jak w moim przypadku na przykład). Sequel jest za to filmem przeciętnym niemal w każdym calu - cała intryga jest przekombinowana, kolejne cameo celebrytów, a jest ich MNÓSTWO, nużą potem zamiast bawić, a całość jest dużo bardziej głupkowata niż poprzednik i brak jej tego polotu. Gagów jest niewiele, a jak już, to nawet nie są szczególnie zabawne. Brakuje chociażby jednej tak emocjonalnej sceny jak wykonanie Rainbow Connection z poprzedniego filmu, mamy za to maksymalnie głupi wątek z gułagiem. Co się broni, to postać Constantine'a, który jest autentycznie zabawny i kapitalnie zdubbingowany. No i uwielbiam te wszystkie kukiełki, więc na ich interakcję miło się patrzy tak czy siak. Ale tak to wielkie MEH. 4/10 i muszę chyba w końcu sprawdzić jak prezentuje się pierwsza pełnometrażówka z Muppetami.
Under The Skin - po różnych opiniach myślałem, że będę walczyć ze sobą by tego nie wyłączyć, a jednak pierwsza połowa zahipnotyzowała mnie i wciągnęła. Klimat filmu, choć ciężki, bardzo przypadł mi do gustu, także forma i pewne rozwiązania wizualne bardzo mi się spodobały, ogółem wpatrywałem się w ekran jak urzeczony, nawet nie względu na nagą od stóp do głów Scarlett. Nudzić zacząłem się w chwili, gdy SJ zaczyna badać własną tożsamość, zrobiło się to zbyt rozwleczone a i nieszczególnie atrakcyjne jeśli chodzi o formę (szczególnie w porównaniu do pierwszej połowy filmu), by w końcówce znów przykuć mnie do ekranu. Słowo pochwały dla Scarlett - utwierdzam się w przekonaniu że to świetna aktorka, która dużo potrafi pokazać już samą twarzą i nawet oczami, była świetnym wyborem do takiej roli. Krótko mówiąc dość ciekawy eksperyment, ale raczej do niego nie wrócę. 6/10
Under The Skin - po różnych opiniach myślałem, że będę walczyć ze sobą by tego nie wyłączyć, a jednak pierwsza połowa zahipnotyzowała mnie i wciągnęła. Klimat filmu, choć ciężki, bardzo przypadł mi do gustu, także forma i pewne rozwiązania wizualne bardzo mi się spodobały, ogółem wpatrywałem się w ekran jak urzeczony, nawet nie względu na nagą od stóp do głów Scarlett. Nudzić zacząłem się w chwili, gdy SJ zaczyna badać własną tożsamość, zrobiło się to zbyt rozwleczone a i nieszczególnie atrakcyjne jeśli chodzi o formę (szczególnie w porównaniu do pierwszej połowy filmu), by w końcówce znów przykuć mnie do ekranu. Słowo pochwały dla Scarlett - utwierdzam się w przekonaniu że to świetna aktorka, która dużo potrafi pokazać już samą twarzą i nawet oczami, była świetnym wyborem do takiej roli. Krótko mówiąc dość ciekawy eksperyment, ale raczej do niego nie wrócę. 6/10
14-07-2014, 10:53 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-07-2014, 10:54 przez Bogdan.)





