The Sacrament (2013)
No cóż. Zdecydowanie zmarnowany potencjał i spore rozczarowanie. Może i fabuła toczy się wartko, całość nie nudzi, a gra aktorska stoi na całkiem przyzwoitym poziomie (zwłaszcza jeśli chodzi o dyspozycję zaprezentowaną przez przeuroczą Amy Seimetz, która udowadnia że jej fantastyczna kreacja w ubiegłorocznym "Upstream Color" Shane'a Carrutha nie była tylko dziełem przypadku). Jednak obraz, który w zasadzie (choć twórcy się do tego nie przyznają udając, że stworzyli całkowicie odrębną historię) jest wierną rekonstrukcją sprawy tzw. sekty Jima Jonesa spokojnie mógłby wywrzeć na mnie większe wrażenie, gdyby zdecydowano się podążyć ścieżką wytyczoną przez Seana Durkina w jego kapitalnym dziele "Martha Marcy May Marlene" czyli zagłębić się w aspekty psychologiczne i choćby musnąć kwestię religijnego fanatyzmu oraz odbywającego się w tego typu stowarzyszeniach prania mózgu. Niestety reżyserowi (który notabene ma u mnie spory plus za stworzenie dwóch świetnych, niskobudżetowych horrorów czyli "Innkeepers" i "The House of Devil") tym razem coś nie wyszło i skutek tego mógł być tylko jeden: Film, o którym zapomina się już dziesięć minut po zakończonym seansie.
Ocena: 6/10
No cóż. Zdecydowanie zmarnowany potencjał i spore rozczarowanie. Może i fabuła toczy się wartko, całość nie nudzi, a gra aktorska stoi na całkiem przyzwoitym poziomie (zwłaszcza jeśli chodzi o dyspozycję zaprezentowaną przez przeuroczą Amy Seimetz, która udowadnia że jej fantastyczna kreacja w ubiegłorocznym "Upstream Color" Shane'a Carrutha nie była tylko dziełem przypadku). Jednak obraz, który w zasadzie (choć twórcy się do tego nie przyznają udając, że stworzyli całkowicie odrębną historię) jest wierną rekonstrukcją sprawy tzw. sekty Jima Jonesa spokojnie mógłby wywrzeć na mnie większe wrażenie, gdyby zdecydowano się podążyć ścieżką wytyczoną przez Seana Durkina w jego kapitalnym dziele "Martha Marcy May Marlene" czyli zagłębić się w aspekty psychologiczne i choćby musnąć kwestię religijnego fanatyzmu oraz odbywającego się w tego typu stowarzyszeniach prania mózgu. Niestety reżyserowi (który notabene ma u mnie spory plus za stworzenie dwóch świetnych, niskobudżetowych horrorów czyli "Innkeepers" i "The House of Devil") tym razem coś nie wyszło i skutek tego mógł być tylko jeden: Film, o którym zapomina się już dziesięć minut po zakończonym seansie.
Ocena: 6/10
Najlepszy film 2021: Titane
Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood
Najlepszy film 2019: Parasite
Najlepszy film 2018: Suspiria
Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood
Najlepszy film 2019: Parasite
Najlepszy film 2018: Suspiria
28-07-2014, 21:06





