nie wiem, czy to w tym temacie, ale napiszę:
Godzilla (1998. reż. Emmerich)
Lubię ten film, zdając sobie jednocześnie sprawę, że jest nie tyle głupi, co głupio zrobiony. Ma masę wad, które wynoszą cały obraz na wyżyny debilizmu, choć wynika to z malutkiego błędu. Ale od początku.
Czarne i Białe
Czarnym nazywam realizm i pietyzm, z którym twórcy podeszli do tematu. Do tej pory potwory, a Godzilla zwłaszcza, nie posiadały potężnej masy mogącej nadać siłę destrukcji, po prostu chodziły sobie czy człapały, w całkowicie nienaturalny sposób, natomiast w tym tytule Emmerich zaciągnął całą wiedzę o dinozaurach i animację z JP i wyszło to potworowi na dobre. Białym nazywam kompletny brak realizmu w przypadku rzeczy oczywistych, nam znanych, więc chodzi mi o ludzi. Z jednej strony mamy całkiem naturalnego (w swoim świecie) stwora, z drugiej stado klisz, które uklepały już trzecie dno: Głupi-Naukowiec, Głupi-Burmistrz, Generał-Dureń, Zakochana-Dziennikarka-Nieudaczniczka, czyli esencję tego, co przeczy samo sobie, ze zdwojoną siłą. Ten miszmasz niszczy chęci reżysera i scenarzystów co do tworzenia w miarę poważnego kina, ponieważ początek, pierwszy atak, wprowadzają świetnie klimat, a scena z wrakiem statku wręcz bije nim po oczach, zapowiadając solidną dawkę emocji oraz logiki. Niestety, wszystko co nie związane z potworem temu przeczy.
Za dużo i za mało
Kolejnym mankamentem filmu jest przypadłość Baya, tfu Emmericha do wpierniczania ogromnych ilości wszystkiego, ale znów bez jakiejś konsekwencji. O ile całkiem logiczne jest wyludnienie wyspy celem anihilacji Godzilli, i przyprowadzenie tam tysięcy wojska, nie mogę zrozumieć scen z 30 Apachami latającymi niczym muchy i napierniczającymi całym arsenałem jeden przez drugiego. Chęć pokazania efektów czy bezradności wojska przeciw monstrum zawiała logikę całkowicie. Podobnie jest z łodziami podwodnymi: oczywiście, 3 to minimum, do tego w rzecze, obok siebie, w szyku pod o nazwie taktycznej WTOPA. Jaj jaszczurki też nie może być mało, najlepiej 200 (choć wydaje się, że jest ich ze dwa razy tyle na koniec).
Za mało jest naukowców, ot nagle dwie osoby, których uzasadnienia teorii są tak "mondre", że uszy więdną w trakcie ich słuchania. Za mało jest jakiejkolwiek dramaturgi, choć można założyć, że ginie setka ludzi. Co ciekawe, w żadnym filmie, poza TDAT (patrząc na katastrofy) nie osiągnął minimalnego poziomu tego składnika.
Paradoksy
Zachowanie postaci, czy to o burmistrza chodzi, czy o kamerzystę, czy o dziennikarkę (wannabe) pozostawia wiele do życzenia, mógłbym to odpuścić, bo to film i w ogóle (wybrać dowolny argument), ale paradoks jest taki, że Godzilla wygląda najlepiej: czy zachowanie potwora (nawet logicznie uzasadnione przez niby-naukowca) i jego fizyczność. Ze strony ludzkiej jest tylko całkiem dobrze osadzona scena kradzieży taśmy oraz praktycznie wszystkie sceny z francuskim agentem, którego dobrze gra Reno. Widać, jakiś pierwiastek umysłowy towarzyszył podczas tworzenia całego filmu, choć naprawdę w niewielkim stopniu.
I paradoksalnie, choć wszystko jest lekkie, nie skręca w stronę komediową - po prostu wisi pomiędzy dwoma liniami, na których z jednej strony balansuje fabuła (katastrofa, śmierć ludzi), z drugiej jest lekka przygoda kilku postaci, mających w tyłku całą sytuację.
Podsumowanie
Mój sentyment do tego filmu próbowałem rozebrać na części pierwsze, chcąc ocenić go jak najbardziej obiektywnie, poza własnymi widzimisię. Po wczorajszym seansie dokonałem tego najlepiej, jak potrafiłem. Otóż, mnie w tym filmie podoba się potwór, jego zachowanie, całkiem realne przedstawienie, oraz przyjemna animacja (efekty nieco straciły), natomiast całą reszta jest kichą wielką. Oceniając kiedyś film (a było to 8/10) przemawiał przeze mnie maniak grafiki komputerowej, który w końcu dostał w TV świetną animację, bardzo realistyczną, potwora.
Emmerich ma słabość do mieszania gatunku, studiując jego twórczość można zauważyć wzór na "lekki" scenariusz. Rozumiem to, bo robi film dla mas, w tym dla młodych widzów, jednak ta tendencja cały czas zatracała równowagę, aby apogeum osiągnąć w 10000BC oraz 2012 (ciekawostka - dwa filmy z datami, dwa kupsztale). Myślę, że drobne zmiany w scenariuszu i otrzymalibyśmy poważne kino katastroficzne o temacie przewodnim Sci-Fi.
Ocena spada do 4/10
Godzilla (1998. reż. Emmerich)
Lubię ten film, zdając sobie jednocześnie sprawę, że jest nie tyle głupi, co głupio zrobiony. Ma masę wad, które wynoszą cały obraz na wyżyny debilizmu, choć wynika to z malutkiego błędu. Ale od początku.
Czarne i Białe
Czarnym nazywam realizm i pietyzm, z którym twórcy podeszli do tematu. Do tej pory potwory, a Godzilla zwłaszcza, nie posiadały potężnej masy mogącej nadać siłę destrukcji, po prostu chodziły sobie czy człapały, w całkowicie nienaturalny sposób, natomiast w tym tytule Emmerich zaciągnął całą wiedzę o dinozaurach i animację z JP i wyszło to potworowi na dobre. Białym nazywam kompletny brak realizmu w przypadku rzeczy oczywistych, nam znanych, więc chodzi mi o ludzi. Z jednej strony mamy całkiem naturalnego (w swoim świecie) stwora, z drugiej stado klisz, które uklepały już trzecie dno: Głupi-Naukowiec, Głupi-Burmistrz, Generał-Dureń, Zakochana-Dziennikarka-Nieudaczniczka, czyli esencję tego, co przeczy samo sobie, ze zdwojoną siłą. Ten miszmasz niszczy chęci reżysera i scenarzystów co do tworzenia w miarę poważnego kina, ponieważ początek, pierwszy atak, wprowadzają świetnie klimat, a scena z wrakiem statku wręcz bije nim po oczach, zapowiadając solidną dawkę emocji oraz logiki. Niestety, wszystko co nie związane z potworem temu przeczy.
Za dużo i za mało
Kolejnym mankamentem filmu jest przypadłość Baya, tfu Emmericha do wpierniczania ogromnych ilości wszystkiego, ale znów bez jakiejś konsekwencji. O ile całkiem logiczne jest wyludnienie wyspy celem anihilacji Godzilli, i przyprowadzenie tam tysięcy wojska, nie mogę zrozumieć scen z 30 Apachami latającymi niczym muchy i napierniczającymi całym arsenałem jeden przez drugiego. Chęć pokazania efektów czy bezradności wojska przeciw monstrum zawiała logikę całkowicie. Podobnie jest z łodziami podwodnymi: oczywiście, 3 to minimum, do tego w rzecze, obok siebie, w szyku pod o nazwie taktycznej WTOPA. Jaj jaszczurki też nie może być mało, najlepiej 200 (choć wydaje się, że jest ich ze dwa razy tyle na koniec).
Za mało jest naukowców, ot nagle dwie osoby, których uzasadnienia teorii są tak "mondre", że uszy więdną w trakcie ich słuchania. Za mało jest jakiejkolwiek dramaturgi, choć można założyć, że ginie setka ludzi. Co ciekawe, w żadnym filmie, poza TDAT (patrząc na katastrofy) nie osiągnął minimalnego poziomu tego składnika.
Paradoksy
Zachowanie postaci, czy to o burmistrza chodzi, czy o kamerzystę, czy o dziennikarkę (wannabe) pozostawia wiele do życzenia, mógłbym to odpuścić, bo to film i w ogóle (wybrać dowolny argument), ale paradoks jest taki, że Godzilla wygląda najlepiej: czy zachowanie potwora (nawet logicznie uzasadnione przez niby-naukowca) i jego fizyczność. Ze strony ludzkiej jest tylko całkiem dobrze osadzona scena kradzieży taśmy oraz praktycznie wszystkie sceny z francuskim agentem, którego dobrze gra Reno. Widać, jakiś pierwiastek umysłowy towarzyszył podczas tworzenia całego filmu, choć naprawdę w niewielkim stopniu.
I paradoksalnie, choć wszystko jest lekkie, nie skręca w stronę komediową - po prostu wisi pomiędzy dwoma liniami, na których z jednej strony balansuje fabuła (katastrofa, śmierć ludzi), z drugiej jest lekka przygoda kilku postaci, mających w tyłku całą sytuację.
Podsumowanie
Mój sentyment do tego filmu próbowałem rozebrać na części pierwsze, chcąc ocenić go jak najbardziej obiektywnie, poza własnymi widzimisię. Po wczorajszym seansie dokonałem tego najlepiej, jak potrafiłem. Otóż, mnie w tym filmie podoba się potwór, jego zachowanie, całkiem realne przedstawienie, oraz przyjemna animacja (efekty nieco straciły), natomiast całą reszta jest kichą wielką. Oceniając kiedyś film (a było to 8/10) przemawiał przeze mnie maniak grafiki komputerowej, który w końcu dostał w TV świetną animację, bardzo realistyczną, potwora.
Emmerich ma słabość do mieszania gatunku, studiując jego twórczość można zauważyć wzór na "lekki" scenariusz. Rozumiem to, bo robi film dla mas, w tym dla młodych widzów, jednak ta tendencja cały czas zatracała równowagę, aby apogeum osiągnąć w 10000BC oraz 2012 (ciekawostka - dwa filmy z datami, dwa kupsztale). Myślę, że drobne zmiany w scenariuszu i otrzymalibyśmy poważne kino katastroficzne o temacie przewodnim Sci-Fi.
Ocena spada do 4/10
loading podpis...
29-07-2014, 08:29 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-07-2014, 08:34 przez Martinipl.)





