(11-10-2014, 21:49)Mierzwiak napisał(a):Przecież nie napisałem tego, żeby odkrywać przed tobą jakąś wielką tajemnice.(11-10-2014, 21:35)Crov napisał(a): Stąd, że to dwa najlepsze filmy Finchera, więc nie ma nic dziwnego w tym, że są wielokrotnego użytku.Poziom filmu nie zawsze idzie w parze z replay value, a chodzi mi tylko o to, że ten rodzaj filmowej intrygi, tajemnice i twisty wbrew pozorom nie mają z tym zagadnieniem nic wspólnego, czego dowodem jest chociażby Se7en. Genialny film pozostanie genialnym filmem niezależnie od tego, czy znasz już finałowy twist, czy nie, bo taki film ma do zaoferowania coś więcej niż scenariuszowe sztuczki.
Szedłem na Gone Girl znając zakończenie i ani trochę nie wpłynęło to na delektowanie się filmem, a że nie jest to ta sama półka co Siedem? No shit.
Wytłumaczyłem tylko dlaczego kwestionuje to czy będzie warto oglądać go więcej razy. Wybitny film zwykle warto oglądać wiele razy. "Gone Girl" póki co nie uznaje za film wybitny, bo - jak już pisałem - odnosze wrażenie, że wszystko za pierwszym razem mi powiedzał. Nie ma to nawet związku ze zwrotami akcji. I oczywiscie, ze genialny film pozostanie genialny nawet jeżeli znasz zwroty akcji, ale udawanie, że zwroty akcji nie mają wpływu na film czy jego odbiór to nie jest coś, czemu przytaknę. Gdybym znał zwroty akcji w "Gone Girl" wiem, że nie miałbym tego samego wrażenia, które miałem oglądając i zastanawiając, co się stanie. Zwłaszcza, że to po pierwszym dużym zwrocie akcji film wskoczył u mnie z "dobry film" na "bardzo dobry film". Twierdzisz, że znałeś zakończenie i ani trochę nie wpłyneło to na Twoje delektowanie się filmem, ale skąd wiesz, że bawiłeś sie na nim równie dobrze co ja?
11-10-2014, 23:14





