No bez kitu, Crov, sam chciałem to napisać.
To może ja jeszcze powiem - ależ to był film! Serio, Fincher to jednak potrafi, kurna, właściwy facet na właściwym miejscu. Jak dla mnie jedna z najlepszych premier tego roku, ale szczerze mówiąc - nie wydaje mi się, żeby to był film na jeden raz, to nie jest film, który bazuje na twiście. Crov (bodajże) zastanawiał się jakieś pierdyliard nikomu niepotrzebnych postów wcześniej, czy to nie jest film, który wyłożył mu wszystko na tacy za pierwszym razem. Słuszne pytanie, ale z drugiej strony - nawet, jeśli to zrobił, to co z tego? Nawet jeśli nie będziemy odkrywać za każdym razem, czegoś nowego, to moim zdaniem ten film ma całkiem sporą rewatch value, przede wszystkim ze względu na to, że jest zajebisty
Słuszny argument, co?
Wszystko w tym filmie gra, jak w zegarku, film we mnie siedzi od wczoraj, dawno nie widziałem czegoś, co by sprawiło, że ciągle po seansie mam.. niesmak?, zdziwienie?, zachwycenie?. Cholera wie, ale siedzi mi w głowie, bo historia jest taka, że chyba trzeba siedzieć z zamkniętymi oczami, żeby nie ruszyła człowieka w żaden sposób.
Aha, jeszcze słówko o muzyce - ktoś tu mówił, że pasowała jak pięść do nosa. Nic bardziej mylnego, to muzyka właśnie od samego początku mówiła, że coś tutaj jest "off", nawet w scenach pozornie "radosnych" w tle sobie plumkało coś pozornie niepasującego do danej sceny. Plumkało zresztą, do dobre określenie, bo muzyka nie gra pierwszych skrzypiec tutaj, to jest tylko i wyłącznie tło, ale tekstury tego tła są tak pokrzywione i rozmazane, że człowiek podskórnie zdaje sobie sprawę z tego, że coś tu nie gra i zaczyna się wiercić w fotelu. To jest działanie na podświadomość i to jest moim zdaniem mistrzostwo.
Na zakończenie:
To może ja jeszcze powiem - ależ to był film! Serio, Fincher to jednak potrafi, kurna, właściwy facet na właściwym miejscu. Jak dla mnie jedna z najlepszych premier tego roku, ale szczerze mówiąc - nie wydaje mi się, żeby to był film na jeden raz, to nie jest film, który bazuje na twiście. Crov (bodajże) zastanawiał się jakieś pierdyliard nikomu niepotrzebnych postów wcześniej, czy to nie jest film, który wyłożył mu wszystko na tacy za pierwszym razem. Słuszne pytanie, ale z drugiej strony - nawet, jeśli to zrobił, to co z tego? Nawet jeśli nie będziemy odkrywać za każdym razem, czegoś nowego, to moim zdaniem ten film ma całkiem sporą rewatch value, przede wszystkim ze względu na to, że jest zajebisty
Słuszny argument, co?
Wszystko w tym filmie gra, jak w zegarku, film we mnie siedzi od wczoraj, dawno nie widziałem czegoś, co by sprawiło, że ciągle po seansie mam.. niesmak?, zdziwienie?, zachwycenie?. Cholera wie, ale siedzi mi w głowie, bo historia jest taka, że chyba trzeba siedzieć z zamkniętymi oczami, żeby nie ruszyła człowieka w żaden sposób.Aha, jeszcze słówko o muzyce - ktoś tu mówił, że pasowała jak pięść do nosa. Nic bardziej mylnego, to muzyka właśnie od samego początku mówiła, że coś tutaj jest "off", nawet w scenach pozornie "radosnych" w tle sobie plumkało coś pozornie niepasującego do danej sceny. Plumkało zresztą, do dobre określenie, bo muzyka nie gra pierwszych skrzypiec tutaj, to jest tylko i wyłącznie tło, ale tekstury tego tła są tak pokrzywione i rozmazane, że człowiek podskórnie zdaje sobie sprawę z tego, że coś tu nie gra i zaczyna się wiercić w fotelu. To jest działanie na podświadomość i to jest moim zdaniem mistrzostwo.
Na zakończenie:
Aktualnie rządzi: ja
18-10-2014, 11:21





