Jednak ciekawość okazała się silniejsza niż rozsądek i też zawitałem w kinie. Spróbuję nie powtarzać tego co już zostało napisane. Zgadzam się z właściwie z wszystkim zarzutami wymienionymi przez poprzedników. Dialogi rzeczywiście drętwe (chociaż spodziewałem się gorszych), na czele z zupełnie niepotrzebnymi wykładami w wykonaniu członków załogi. Ja rozumiem, że Cooper był "tylko" pilotem, ale naprawdę trzeba mu tłumaczyć podstawowe naukowe pojęcia i założenia misji już podczas jej trwania? Swoją drogą, najpierw ledwo ogarnia koncept relatywności czasu a potem sam rzuca, że coś tam będzie ich kosztować 51 ziemskich lat. No i może mi ktoś wytłumaczyć, dlaczego misja była aż tak improwizowana?
Ogólnie scenariusz w skali mikro i makro pełen głupot i uproszczeń wymieszanych z elementami niby-naukowymi. Czyli nolanowski standard. Niby zadbali o realizm wyglądu czarnej dziury a potem z Cooperem dzieje się w niej to, co się dzieje.
Poza Cooperem i ewentualnie córką, postaci i aktorstwo zupełnie bezbarwne. Cooper wyszedł lepiej niż się spodziewałem i kilka razy wywołał emocje, chociaż i tak nie kumam jego motywacji do podjęcia misji a przynajmniej łatwości z jaką podjął decyzję. Przy okazji, o ile całość jest jako tako znośna o ile nie zastanawiamy się czy ma sens, tak wizyta Coopera i córki w tajnej bazie to chyba najbardziej żenujący fragment filmu. Marny writing, fatalny rytm scen i skrótowość. Teksty Hathaway "To my jesteśmy NASA!" i Caine'a "Cooper, współpracuj z tymi ludźmi." LOL. W ogóle tempo, rytm poszczególnych scen i montaż mocno kuleje, szczególnie w pierwszej części.
Nawet jeśli nie wnikać specjalnie w sensowność scenariusza i potraktować całość jako widowisko to moim zdaniem film też zawodzi. Owszem, na plus na pewno muzyka. O dziwo podobały mi się odniesienia do 2001, w tym właśnie te dźwiękowo-muzyczne. Surowy realizm zdjęć był ok (chociaż nie wiem, czy pasował mi do filmu, podobnie jak wrzucone z dupy pseudo-dokumentalne wstawki), ale nie mogę powiedzieć, żeby robiły one piorunujące wrażenie i uważam, że są dużo dużo słabsze niż w Grawitacji. Liczyłem też na dużo więcej jeśli chodzi o sekwencje/sceny akcji. Akcja na pierwszej planecie strasznie nijaka - rzeczywiście niewarta tych lat, które minęły.
Tak naprawdę jedyną naprawdę świetnie zainscenizowaną, zmontowaną i udźwiękowioną była sekwencja dokowania. Czysto filmowo robiła wrażenie i tym samym wywołała największe emocje. Ale liczyłem na więcej takich momentów. Przeloty przez tunel, czarną dziurę i końcowy dryf Coopera były ok, ale bez przesady.
Ogólnie film chyba lepszy niż TDKR, seans o dziwo minął dosyć szybko, ale nie mam ochoty na powtórkę, może poza sceną dokowania. Końcówka tandetna. Gdyby tylko Nolan ograniczył się do reżyserii a pisanie oddał komuś zdolniejszemu... 5/10.
Ogólnie scenariusz w skali mikro i makro pełen głupot i uproszczeń wymieszanych z elementami niby-naukowymi. Czyli nolanowski standard. Niby zadbali o realizm wyglądu czarnej dziury a potem z Cooperem dzieje się w niej to, co się dzieje.
Poza Cooperem i ewentualnie córką, postaci i aktorstwo zupełnie bezbarwne. Cooper wyszedł lepiej niż się spodziewałem i kilka razy wywołał emocje, chociaż i tak nie kumam jego motywacji do podjęcia misji a przynajmniej łatwości z jaką podjął decyzję. Przy okazji, o ile całość jest jako tako znośna o ile nie zastanawiamy się czy ma sens, tak wizyta Coopera i córki w tajnej bazie to chyba najbardziej żenujący fragment filmu. Marny writing, fatalny rytm scen i skrótowość. Teksty Hathaway "To my jesteśmy NASA!" i Caine'a "Cooper, współpracuj z tymi ludźmi." LOL. W ogóle tempo, rytm poszczególnych scen i montaż mocno kuleje, szczególnie w pierwszej części.
Nawet jeśli nie wnikać specjalnie w sensowność scenariusza i potraktować całość jako widowisko to moim zdaniem film też zawodzi. Owszem, na plus na pewno muzyka. O dziwo podobały mi się odniesienia do 2001, w tym właśnie te dźwiękowo-muzyczne. Surowy realizm zdjęć był ok (chociaż nie wiem, czy pasował mi do filmu, podobnie jak wrzucone z dupy pseudo-dokumentalne wstawki), ale nie mogę powiedzieć, żeby robiły one piorunujące wrażenie i uważam, że są dużo dużo słabsze niż w Grawitacji. Liczyłem też na dużo więcej jeśli chodzi o sekwencje/sceny akcji. Akcja na pierwszej planecie strasznie nijaka - rzeczywiście niewarta tych lat, które minęły.

Tak naprawdę jedyną naprawdę świetnie zainscenizowaną, zmontowaną i udźwiękowioną była sekwencja dokowania. Czysto filmowo robiła wrażenie i tym samym wywołała największe emocje. Ale liczyłem na więcej takich momentów. Przeloty przez tunel, czarną dziurę i końcowy dryf Coopera były ok, ale bez przesady.
Ogólnie film chyba lepszy niż TDKR, seans o dziwo minął dosyć szybko, ale nie mam ochoty na powtórkę, może poza sceną dokowania. Końcówka tandetna. Gdyby tylko Nolan ograniczył się do reżyserii a pisanie oddał komuś zdolniejszemu... 5/10.
09-11-2014, 02:15 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-11-2014, 02:23 przez PropJoe.)





