Niedawno zobaczyłem kreskówkę z Czakiem, "Chuck Norris i jego karateków"... z polskim dubbingiem. Ale po kolei.
Sama kreskówka? Typowy standard taśmowych Saturday Morning Chłamów z lat 80. Co chwila wyłazi gadżet zrobiony z myślą o action-figure'ach, fabuły są głupie, animacja drętwa
I ci przeciwnicy. Czyli zła organizacja chcąca zniszczyć świat, bo nie ma nic lepszego do roboty. I dowodzi nią Kleszcz, klon Blofelda o mechanicznej protezie zaprojektowanej przez pięciolatka. A i tak najlepszy jest Super Ninja, czyli zakryty w niebieskim kombinezonie badass, który traci na powadze poprzez ksywę, żółte majtasy i widoczne piękne włosy od Head&Shoulders.
Jako iż w taśmowych Saturday Morning Chłamach z lat 80. popularne są grupy, współpraca i podobne gadki, to Czak ma swoich tytułowych karateków, czyli - token chick, genericowy młodzieniec bez osobowości, irytujący gówniarz, samuraj (tak, samuraj w zbroi, kitce z kataną w XX wieku. Normalnie przypomina mi się usunięta scena z "Ostatniego Samuraja") i sumo myślący o jedzeniu (bo jak wiadomo, grubasy zawsze żrą. I potem walcz z stereotypami).
No i sam główny bohater gdzie tak jak Mr. T i Jackie Chan (jeszcze ktoś dostąpił tego "zaszczytu"?), w kreskówkowym uniwersum jest Bogiem. I ma wstawki aktorskie z typowym morałem lat 80., który dziecko zapomni, bo woli napierdalankę. I macie tu mądrość Chucka Norrisa z pedofilskim wąsem i niezsynchronizowanym głosem Skazy:
No i dubbing. Zdziwiłem się, bo zwykle u nas do kreskówek na VHS tamtych czasów dawany był lektor. Później dowiedziałem się, że dystrybutorem był Hanna-Barbera Poland, który zrobił dubbingi do ichniejszych kreskówek wydanych w Polsce pod koniec lat 80.
I dziwi mnie jak udało się namówić Janusza Zakrzeńskiego do roli Kleszcza w niekoniecznie wybitnej kreskówce. Ale sam dubbing jest dobry. Jak looknąłem na kawałki oryginału, to mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że polska wersja jest znacznie lepsza. Glosy ogólnie są dobrane bardzo dobrze, choć Tomasz Kozłowicz trochę jako dziecko razi (w ogóle sporo podobnych rol otrzymywał w tym okresie), a mam mieszanie uczucia co do Jacka Dzisiewicza w roli Super Ninjy (pfff...w polskich dialogach brzmi jeszcze bardziej bekowo). Ale jak mówiłem. Z porównaniu z oryginałem nasze największe bolączki wypadają lepiej.
A jak w tym wszystkim wypada nasz główny heros? Marek Barbasiewicz nieźle wypada jako Czak, pasuje do zaprezentowanej postaci i jako jego stały polski odpowiednik mógłby przejść.
Jak ktoś chce się pośmiać, całość (tylko 5 odcinków) jest na chomiku.
Sama kreskówka? Typowy standard taśmowych Saturday Morning Chłamów z lat 80. Co chwila wyłazi gadżet zrobiony z myślą o action-figure'ach, fabuły są głupie, animacja drętwa
I ci przeciwnicy. Czyli zła organizacja chcąca zniszczyć świat, bo nie ma nic lepszego do roboty. I dowodzi nią Kleszcz, klon Blofelda o mechanicznej protezie zaprojektowanej przez pięciolatka. A i tak najlepszy jest Super Ninja, czyli zakryty w niebieskim kombinezonie badass, który traci na powadze poprzez ksywę, żółte majtasy i widoczne piękne włosy od Head&Shoulders.
Jako iż w taśmowych Saturday Morning Chłamach z lat 80. popularne są grupy, współpraca i podobne gadki, to Czak ma swoich tytułowych karateków, czyli - token chick, genericowy młodzieniec bez osobowości, irytujący gówniarz, samuraj (tak, samuraj w zbroi, kitce z kataną w XX wieku. Normalnie przypomina mi się usunięta scena z "Ostatniego Samuraja") i sumo myślący o jedzeniu (bo jak wiadomo, grubasy zawsze żrą. I potem walcz z stereotypami).
No i sam główny bohater gdzie tak jak Mr. T i Jackie Chan (jeszcze ktoś dostąpił tego "zaszczytu"?), w kreskówkowym uniwersum jest Bogiem. I ma wstawki aktorskie z typowym morałem lat 80., który dziecko zapomni, bo woli napierdalankę. I macie tu mądrość Chucka Norrisa z pedofilskim wąsem i niezsynchronizowanym głosem Skazy:
No i dubbing. Zdziwiłem się, bo zwykle u nas do kreskówek na VHS tamtych czasów dawany był lektor. Później dowiedziałem się, że dystrybutorem był Hanna-Barbera Poland, który zrobił dubbingi do ichniejszych kreskówek wydanych w Polsce pod koniec lat 80.
I dziwi mnie jak udało się namówić Janusza Zakrzeńskiego do roli Kleszcza w niekoniecznie wybitnej kreskówce. Ale sam dubbing jest dobry. Jak looknąłem na kawałki oryginału, to mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że polska wersja jest znacznie lepsza. Glosy ogólnie są dobrane bardzo dobrze, choć Tomasz Kozłowicz trochę jako dziecko razi (w ogóle sporo podobnych rol otrzymywał w tym okresie), a mam mieszanie uczucia co do Jacka Dzisiewicza w roli Super Ninjy (pfff...w polskich dialogach brzmi jeszcze bardziej bekowo). Ale jak mówiłem. Z porównaniu z oryginałem nasze największe bolączki wypadają lepiej.
A jak w tym wszystkim wypada nasz główny heros? Marek Barbasiewicz nieźle wypada jako Czak, pasuje do zaprezentowanej postaci i jako jego stały polski odpowiednik mógłby przejść.
Jak ktoś chce się pośmiać, całość (tylko 5 odcinków) jest na chomiku.
10-11-2014, 00:25





