(10-11-2014, 15:44)Snappik napisał(a): Ostatnie 20 minut (jak dla mnie) świetne, tak odmienne od blockbusterowego gówna, którym raczy się nas w kinie co miesiąc. Doskonale sobie zdaję sprawę, że będę odosobniony w tej opinii, ale mam to serdecznie w dupie.
Nie jesteś odosobniony, tylko nie wiem, czy akurat z mojego wsparcia się cieszysz?

Ja sam widzę, że ludzie jak mantrę powtarzają te zarzuty odnośnie zakończenia i ogólnie niespójności całego scenariusza, ale tak naprawdę nie są przedstawić żadnych argumentów dlaczego tak jest.
Zresztą już o tym wspomniałem i jak widzę nikt nie był w stanie mi zaprzeczyć, że z punktu widzenia czystko przyczynowo-skutkowego ma tutaj sens. I to nie jest tak, że zakończenie wzięło się nagle nie wiadomo skąd, skoro od pierwszych minut cała fabuła i wszystkie wydarzenia do tego właśnie zmierzają.
(10-11-2014, 00:22)Maciek Niedźwiedzki napisał(a): A Lawrence interesuje mnie to, czy nie czułeś jakiegokolwiek dyskomfortu gdy w trzecim akcie filmu w równoległym montażu łączone ze sobą były dosyć odlegle od siebie problemy. Podejrzewam, ze Nolan zakładał, ze to będzie podnosić napięcie, ale we mnie wzbudzało to irytację. To nie miała być tylko przeplatanka dwóch osi czasu, ale w myśl Nolana chyba one miały się zazebiac, a tak nie jest.
Mam na myśli momenty gdy Chastain pali ta kukrydze, kloci się ze swoim bratem, którego syn kaszle, a w Kosmosie, w pizdu daleko, Mafju bije się po mordach z Damonem. Przeplatanie tych dwóch sytuacji jest strasznie dla mnie koślawe, niechlujne. Dla mnie bylo nawet komiczne chwilami. W żaden jedna sytuacja nie wpływa na druga, nie podnosi stawki - uważam wiec, ze osobno obroniłyby się, ale złączone są dla mnie niesmacznie efekciarskie. Jak ty to czułeś? Nie miałeś jakichkolwiek wątpliwości, czy to się klei czy nie?
Ja rzadko kiedy przyczepiam się w filmach do ich technicznej strony, ale w tym wypadku byłem dość zdezorientowany - lekko mówiąc. Wtedy właśnie najlepiej widziałem, ze "Interstellar" składa się z wielu puzzli, które nie do końca do siebie pasują.
To jest akurat najdziwniejszy zarzut. Przecież takie zabiegi to się w kinie nie raz robi. Szczególnie kiedy ma się wielu bohaterów i widzi się ich różne zmagania. Tutaj mieliśmy akurat taką kumulację, gdzie w obu przypadkach zresztą widzimy jak ludziom zaczynają puszczać nerwy i zaczynają wariować.
Zresztą sama muzyka była przecież doskonałą klamrą. Apokaliptyczny dźwięk organów zapowiadający, że coś się dzieje.
Plus czysto technicznie trzeba zachować tempo i tak lepiej się je buduje przerywając niż gdyby po kolei najpierw puścić jedno zdarzenie, a potem drugie.
Plus ktoś kiedyś wspomniał, przy okazji "afery ze studniówką we Wrocławiu" (wiecie wtedy kiedy dziewczynie podwinęła się sukienka i wszyscy się nabijali, a ja jedyny starałem się znaleźć w skórze owej dziewczyny), że ja "generuję 95% empatii całego forum". I może też dlatego ja inaczej odbieram Interstellar, który nie zaprzeczam, że miejscami jest ckliwy. Ale właśnie mnie ta ckliwość się podoba i jak pisałem miejscami wzrusza.
I t mnie się finał właśnie bardzo podobał. I nie wstydzę się tego, że wzruszyłem się pod koniec. Było patos, było ckliwie, ale dla mnie jak najbardziej naturalnie:
Dla mnie było to przepiękne zakończenie i naturalnie też chwała Zimmerowi za to.
I już mnie korci, aby po raz kolejny wybrać się na ten film. I nawet jak nie teraz to czuję, że z czasem ten film zyska status kultowy.
10-11-2014, 15:59
Spoiler




