(17-11-2014, 17:40)Mefisto napisał(a): Gwoli ścisłości: Star Wars to tak diametralnie inna bajka, że dawać z niej planety, jako dobre przykłady jest poronione.Nie porównujemy konwencji, ilość CGI i plastiku zawartego w filmie, tylko design planet jako taki. Żadna planeta pokazana w Star Wars (pomijając Coruscant, na której nie ostał się nawet centymetr gołej ziemi), zwłaszcza nowych, gdzie jednak Lucas miał większe możliwości, w żaden sposób nie odstaje od tego, czego spodziewałbym się po filmie sci-fi, czy to "realistycznym", czy przygodowo-fantasy w stylu Star Wars. To bez znaczenia, bo akurat projekty planet są dość uniwersalne i sam zaproponowałem pomysł odjechany bardziej, niż to co było w SW czy Avatarze.
Negatywny dobrze pisze, Pitch Black miało malutki budżet, a wystarczyło załatwić sprawę odpowiednim krajobrazem i korekcją barwną. Ale po co, według Nolana planeta krążąca wokół czarnej dziury (w ogóle to od kiedy czarne dziury emitują światło? to jakaś nowa teoria o której jeszcze nie słyszałem?) jest oświetlona tak samo, jak Ziemia, ma takie samo niebo i takie same chmury, i to do tego stopnia, że bardziej oczywiste już być nie mogło, że w niektórych ujęciach ilość użytych efektów wynosiła dokładnie zero (no, pomijając np. cyfrowe rozciągnięcie wody po horyzont).
Coś dla śmiechu: Lolan i kwestia dźwięku w filmie http://www.slashfilm.com/christopher-nolan-interstellar-sound-problems/
17-11-2014, 18:39 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-11-2014, 18:54 przez Mierzwiak.)





