Obejrzałem 5 odcinków Full Metal Alchemist: Brotherhood.
Do tej pory jedynymi serialami anime jakie obejrzałem były Berserk i Legenda Aanga - którymi jestem zachwycony (no powiedzmy że Aang to serial animowany).
Na razie ciężko mi się ogląda FMA.
Podoba mi się historia głównego bohatera i większość aspektów tej całej alchemii. Jednak sporo rzeczy mnie w tym serialu irytuje.
Po pierwsze wstawki jak z japońskich bajek dla dzieci. Znaczy się, nagle główny bohater zmienia się w takiego mangowatego stworka z oczami na pół twarzy i teksturą rodem z painta, który macha łapami, a jego brat ma łezkę na twarzy, w typowo "komediowych" acz kompletnie nieśmiesznych dla mnie scenach.
Za dużo jest takich wstawek.
Po drugie głosy. Oglądam w angielskim dubbingu bo po Berserku stwierdziłem że japońskie głosy ciężko zdzierżyć.
No i ja nie wiem, główny bohater zachowuje się jak rozpuszczony gówniarz, który niemal ciągle się wydziera.
Jego brat gada strasznie przesłodzonym głosem. Przyjaciółka gada każde zdanie głosem jakby właśnie przeżywała najważniejszy moment w życiu. I tak dalej.
Historia głównego bohatera i jego brata jest bardzo fajna, szkoda że oni sami są irytujący. Wielka zbroja z głosem trzylatka i dzieciak który bez przerwy się na wszystkich wydziera. I niestety nie jest to Zuko który robił podobnie - ale wzbudzał sympatię widza.
Postacie poboczne póki co są nijakie. Jest jakaś wampowata laska której motywów nie rozumiem i grubasek jedzący ludzi - może jako antagoniści się rozwiną.
Natomiast przyjaciele protagonisty, sam nie wiem. Jest jakiś brunet bez charakteru, jest jakiś przekoksowany pudzian z blond wąsem i ten cały Fuhrer. Brakuje mi w nich jakiegoś tła czy motywacji.
Poza tym brak mi spójności. Co odcinek inny wątek, na razie nie wiem do czego to zmierza.
Aa i coś co mnie najbardziej irytuje. Przesadny dramatyzm w co drugim dialogu, bez żadnej podbudowy. Ginie jakiś noname, a pokazują tak jakby stała się tragedia - widz nie jest w stanie tego przeżywać.
Niemal każdy dialog prowadzony jest przy wzniosłej muzyce i płaczliwym głosem, jakby świat się miał zaraz skończyć.
Czy ten serial się jakoś rozwinie, z bardziej wciągającą historią i przybierze nieco poważniejszy ton? Taki jak w 1 odcinku - który był rewelacyjny.
Bo już mnie kusi żeby się przerzucić na Cowboy Bebop albo Ergo Proxy.
Do tej pory jedynymi serialami anime jakie obejrzałem były Berserk i Legenda Aanga - którymi jestem zachwycony (no powiedzmy że Aang to serial animowany).
Na razie ciężko mi się ogląda FMA.
Podoba mi się historia głównego bohatera i większość aspektów tej całej alchemii. Jednak sporo rzeczy mnie w tym serialu irytuje.
Po pierwsze wstawki jak z japońskich bajek dla dzieci. Znaczy się, nagle główny bohater zmienia się w takiego mangowatego stworka z oczami na pół twarzy i teksturą rodem z painta, który macha łapami, a jego brat ma łezkę na twarzy, w typowo "komediowych" acz kompletnie nieśmiesznych dla mnie scenach.
Za dużo jest takich wstawek.
Po drugie głosy. Oglądam w angielskim dubbingu bo po Berserku stwierdziłem że japońskie głosy ciężko zdzierżyć.
No i ja nie wiem, główny bohater zachowuje się jak rozpuszczony gówniarz, który niemal ciągle się wydziera.
Jego brat gada strasznie przesłodzonym głosem. Przyjaciółka gada każde zdanie głosem jakby właśnie przeżywała najważniejszy moment w życiu. I tak dalej.
Historia głównego bohatera i jego brata jest bardzo fajna, szkoda że oni sami są irytujący. Wielka zbroja z głosem trzylatka i dzieciak który bez przerwy się na wszystkich wydziera. I niestety nie jest to Zuko który robił podobnie - ale wzbudzał sympatię widza.
Postacie poboczne póki co są nijakie. Jest jakaś wampowata laska której motywów nie rozumiem i grubasek jedzący ludzi - może jako antagoniści się rozwiną.
Natomiast przyjaciele protagonisty, sam nie wiem. Jest jakiś brunet bez charakteru, jest jakiś przekoksowany pudzian z blond wąsem i ten cały Fuhrer. Brakuje mi w nich jakiegoś tła czy motywacji.
Poza tym brak mi spójności. Co odcinek inny wątek, na razie nie wiem do czego to zmierza.
Aa i coś co mnie najbardziej irytuje. Przesadny dramatyzm w co drugim dialogu, bez żadnej podbudowy. Ginie jakiś noname, a pokazują tak jakby stała się tragedia - widz nie jest w stanie tego przeżywać.
Niemal każdy dialog prowadzony jest przy wzniosłej muzyce i płaczliwym głosem, jakby świat się miał zaraz skończyć.
Czy ten serial się jakoś rozwinie, z bardziej wciągającą historią i przybierze nieco poważniejszy ton? Taki jak w 1 odcinku - który był rewelacyjny.
Bo już mnie kusi żeby się przerzucić na Cowboy Bebop albo Ergo Proxy.
26-11-2014, 23:31





