(29-11-2014, 21:41)Crov napisał(a): Nie. Historia po prostu nie powinna opierać swojego ciężaru na tym, co robi Lou w zwykłym świecie. To tak jakbyś posadził Captaina America w zwykłym świecie i przez cały film pomagałby sąsiadom, tu ugotowałby obiad, zacieśnił przyjaźń, a kulimnacyjnym momentem byłoby to, że ratuje szczeniaczka. Czaisz. :)Nie czaję.;) Ale nie widziałem Capitana America.
(29-11-2014, 21:41)Crov napisał(a):No bo ironizujesz, że Lou łoo taki zły i czepiasz się, że Paxton to obleśny gbur więc zgłupiałem.Cytat:No czyli kwestia bardziej fabuły a nie cech bohatera.No ale przecież ja od początku mowie, ze bohater jest super, a fabula mu nie dorasta do pięt, więc skąd to zaskoczenie? :)
(29-11-2014, 21:41)Crov napisał(a): Nie zgadzam sie, że historia ogolnie jest do bólu sztampowa, ale to temat na inną dyskusje. Zawartość jest oryginalna i zabawna, a o to chodzi. Ja ogladajac nie mialem pewnosci jak sie film potoczy za chwile. Jezeli ty w "Wilku..." miałeś tę pewność, że wiesz to mozemy po prostu tutaj zakonczyc na lec agri tu disagri.Pewność nie, ale w dużej mierze fabuła odhaczała po kolei standardowe bullet pointsy - kolejne sukcesy, śledztwo, rozpad związku, upadek itp.
Na poziomie scen też niewiele było momentów prawdziwego WTF. Wiadomo było, że zaraz coś szalonego się wydarzy - pytanie tylko, czy wjedzie orkiestra z małpami czy karły. Fabularnie i dramaturgicznie brakowała zaskoczenia. Oglądało się to świetnie, ale głównie dzięki temu szaleństwu, umiejętnościom Marty'ego i dialogom. Ale masz rację. Nie ma sensu drążyć.
29-11-2014, 21:55





