Ladies and Gentlemen, Oficjalnie ogłaszam koniec hejtu.
Powtórzyłem sobie Godzillę (uprzednio podkręciwszy odpowiednio jasność, kolory i kontrast tak, żeby wszystko było widać i jakoś się to prezentowało). W żadnym wypadku nie jest to dobry film ALE...
ponieważ wizualnie przedstawiał się dobrze i nie było dziwnego efektu, który wkurzał mnie podczas seansu w kinie (przypominający oglądanie filmu 3D bez 3D), ponadto byłem już przygotowany na to, że poza końcówką wszystkie potencjalne sceny akcji skończą się zanim się zaczną, zamiast ubolewać nad tym, czego w filmie nie ma, cieszyłem się tym, co w nim jest. I choć główny bohater i jego żona to dalej kompletnie nieciekawe postacie, których los nijak mnie nie obchodzi, a Ken Watanabe to w tym filmie gośc, który przez cały czas stoi w szoku z otwartą japą, to jednak wszystkie sceny z udziałem potworów (i kilka innych) robią całkiem niezły klimat, a Cranston w pierwszych 40 minutach pozwala się jakoś w to wszystko zaangażować.
Tym samym ocena leci w górę z 3 na 6/10 i bez najmniejszych wątpliwości mogę stwierdzić, że jednak Skyfall jest głupszy i bardziej wkurzający niż film Edwardsa :) (min dlatego, że kolejnymi seansami w sumie nic nie zyskuje i dalej tak samo wkurza).
Powtórzyłem sobie Godzillę (uprzednio podkręciwszy odpowiednio jasność, kolory i kontrast tak, żeby wszystko było widać i jakoś się to prezentowało). W żadnym wypadku nie jest to dobry film ALE...
ponieważ wizualnie przedstawiał się dobrze i nie było dziwnego efektu, który wkurzał mnie podczas seansu w kinie (przypominający oglądanie filmu 3D bez 3D), ponadto byłem już przygotowany na to, że poza końcówką wszystkie potencjalne sceny akcji skończą się zanim się zaczną, zamiast ubolewać nad tym, czego w filmie nie ma, cieszyłem się tym, co w nim jest. I choć główny bohater i jego żona to dalej kompletnie nieciekawe postacie, których los nijak mnie nie obchodzi, a Ken Watanabe to w tym filmie gośc, który przez cały czas stoi w szoku z otwartą japą, to jednak wszystkie sceny z udziałem potworów (i kilka innych) robią całkiem niezły klimat, a Cranston w pierwszych 40 minutach pozwala się jakoś w to wszystko zaangażować.
Tym samym ocena leci w górę z 3 na 6/10 i bez najmniejszych wątpliwości mogę stwierdzić, że jednak Skyfall jest głupszy i bardziej wkurzający niż film Edwardsa :) (min dlatego, że kolejnymi seansami w sumie nic nie zyskuje i dalej tak samo wkurza).
04-12-2014, 12:02 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-12-2014, 12:06 przez Gieferg.)





