Kiedy zobaczyłem tagline - "ostre kino samurajskie w rytmach hip hopu" - pomyślałem że to wytwór jakiegoś kretyna. Jak można łaczyć te klimaty? Ano jakoś można.
Zaczyna się od ładnej graficznie, fatalnej muzycznie (HH) czołówki, ale zasadniczo na tym wtręty rapowe się kończą, nie licząc paru ciekawych cięć montażowych stylizowanych na "ziomalskie". Potem przechodzimy do właściwej historii, czyli do tego, jak jeden niezbyt zrównoważony wojownik, i drugi, zbyt zrównoważony, pomagają pewnej dziewczynie odnaleźć samuraja pachnącego słonecznikami.
Pierwszy odcinek serialu to jedno z najlepszych anime jakie widziałem. Świetna animacja i rysunki, przezabawne - bo bardzo współczesne, a wypowiadane w realiach samurajskich - dialogi, ciekawa fabuła. Jest zabawne i wciągająco. Kolejne odcinki raz trochę obniżają, raz podnoszą poziom, ale ogólnie nigdy nie jest gorzej niż "bardzo przyzwoicie", a często jest po prostu świetnie. Przeciwstawianie sobie odmiennych pod względem charakteru postaci zwykle wychodzi dobrze - tu też tak jest. Szczególnie, że jeden ciągle dybie na życie drugiego, a w wolnych chwilach idzie sobie z nudów pozabijać czy popracować dla mafii.
Własnie, mafia. Historyczni gangsterzy przypominają raczej współczesnych bossów (w pierwszym odcinku widza wita napis "serial zakłamuje realia historyczne, ale mamy to gdzieś"), a ich teksty nadawałyby się czasem do Brudnego Harrego. Nie tylko ich zresztą. Niemal wszyscy tu klną (choć bez przesady, a lektor najczęściej mówi "kurde"), mówią naturalnie, a zwroty typu "ej" czy "bez jaj" są na porządku dziennym. Chciałbym, korzystając z okazji, pochwalić lektora, który rewelacyjnie, genialnie, przewspaniale przeczytał listę dialogową. SC to jedyny film, który wolę oglądać z naszym polskim "czytaczem" niż z napisami.
Słowem podsumowania - czekam na kolejne odcinki, bo oczywiście pierwsze dvd kończy się w punkcie zwrotnym. Jeśli twórcy nagle nie zgłupną i nie zaniżą poziomu, to Samurai Champloo znajdzie się w pierwszej piątce na liście moich ulubionych seriali. Nie tylko animowanych. 9\10
Zaczyna się od ładnej graficznie, fatalnej muzycznie (HH) czołówki, ale zasadniczo na tym wtręty rapowe się kończą, nie licząc paru ciekawych cięć montażowych stylizowanych na "ziomalskie". Potem przechodzimy do właściwej historii, czyli do tego, jak jeden niezbyt zrównoważony wojownik, i drugi, zbyt zrównoważony, pomagają pewnej dziewczynie odnaleźć samuraja pachnącego słonecznikami.
Pierwszy odcinek serialu to jedno z najlepszych anime jakie widziałem. Świetna animacja i rysunki, przezabawne - bo bardzo współczesne, a wypowiadane w realiach samurajskich - dialogi, ciekawa fabuła. Jest zabawne i wciągająco. Kolejne odcinki raz trochę obniżają, raz podnoszą poziom, ale ogólnie nigdy nie jest gorzej niż "bardzo przyzwoicie", a często jest po prostu świetnie. Przeciwstawianie sobie odmiennych pod względem charakteru postaci zwykle wychodzi dobrze - tu też tak jest. Szczególnie, że jeden ciągle dybie na życie drugiego, a w wolnych chwilach idzie sobie z nudów pozabijać czy popracować dla mafii.
Własnie, mafia. Historyczni gangsterzy przypominają raczej współczesnych bossów (w pierwszym odcinku widza wita napis "serial zakłamuje realia historyczne, ale mamy to gdzieś"), a ich teksty nadawałyby się czasem do Brudnego Harrego. Nie tylko ich zresztą. Niemal wszyscy tu klną (choć bez przesady, a lektor najczęściej mówi "kurde"), mówią naturalnie, a zwroty typu "ej" czy "bez jaj" są na porządku dziennym. Chciałbym, korzystając z okazji, pochwalić lektora, który rewelacyjnie, genialnie, przewspaniale przeczytał listę dialogową. SC to jedyny film, który wolę oglądać z naszym polskim "czytaczem" niż z napisami.
Słowem podsumowania - czekam na kolejne odcinki, bo oczywiście pierwsze dvd kończy się w punkcie zwrotnym. Jeśli twórcy nagle nie zgłupną i nie zaniżą poziomu, to Samurai Champloo znajdzie się w pierwszej piątce na liście moich ulubionych seriali. Nie tylko animowanych. 9\10
21-08-2007, 12:51






