The Rescuers - Ależ dobre, takie... dorosłe. Disney ma co prawda mroczniejsze filmy w historii, ale ten jest zaskakująco dojrzały. Podoba mi się też jego spokój - bohaterowie nie przeżywają miliarda rozbuchanych, rozkrzyczanych, nieprawdopodobnych, oczojebnych przygód, tylko jedną konkretną, która wcale nie przychodzi im łatwo. I choć wartkiej akcji nie brak, to fabuła toczy się powoli można by rzecz, mimo iż całość długa nie jest. Brak tu też przegiętego albo nieprzyjemnego humoru i chemia też na plus. No i piękne, piękne piosenki, których dziś słucha się, jakby powstały kompletnie w innym wszechświecie. Całość pamiętałem zresztą jak przez mgłę, więc miło było się tak zaskoczyć. Jestem na tak. Na dobrą sprawę przyczepić mógłbym się tu tylko do animacji Bernarda, który ma takie puste oczy i chwilami wygląda bardziej, jak szkic, niż finalny projekt.
8 / 10 i serduszko
The Rescuers Down Under - Widać, że minęło sporo czasu między filmami. Przede wszystkim animacja jest o lata świetlne lepsza, acz z drugiej strony nieco straciła tym samym na uroku. Cały film stoi w ogóle w opozycji do oryginału - choć też nie jest w żadnym wypadku przedobrzony, to jednak to typowy sequel, czyli szybciej, więcej, głośniej, bardziej atrakcyjnie. Zyskuje na tym głównie muzyka, ze świetnym tematem głównym. Na plus także Candy i fakt, że znowu udało się zebrać dwa najważniejsze głosy (w sumie gość od Bernarda i siostra Gaborowej jeszcze żyją, więc może by tak trzecią część? ja chętnie, o ile nie byłoby syndromu Shreka i Pixara, a po prostu oldskulowa animacja). Reszta w oczy nie kole, choć to już zdecydowanie nie to samo.
7 / 10
Aristocats - za malucha uwielbiałem. Dziś broni się głównie świetnymi postaciami epizodycznymi (psy i gęsi rulez). Fabularnie niestety film leży - nie ma w nim nie tylko przygody (po prostu koty szlajają się po przedmieściach i wsi), ale i problemu, który powinien wyniknąć, ale zamiast tego twórcy serwują nam albo kompletnie niezwiązane ze sobą gagi i slapstick albo kolejne piosenki bez ładu i składu. Kociaki powiedzmy, że sympatyczne, ale cały seans miałem na nie wyjebane - tak samo, jak na ich panią, którą zupełnie zlano aż do finału. Poza tym, mimo krótkiego metrażu, film mnie wynudził. Zawód - zdecydowanie jeden ze słabszych, klasycznych Disneyów.
naciągane 6 / 10
8 / 10 i serduszko
The Rescuers Down Under - Widać, że minęło sporo czasu między filmami. Przede wszystkim animacja jest o lata świetlne lepsza, acz z drugiej strony nieco straciła tym samym na uroku. Cały film stoi w ogóle w opozycji do oryginału - choć też nie jest w żadnym wypadku przedobrzony, to jednak to typowy sequel, czyli szybciej, więcej, głośniej, bardziej atrakcyjnie. Zyskuje na tym głównie muzyka, ze świetnym tematem głównym. Na plus także Candy i fakt, że znowu udało się zebrać dwa najważniejsze głosy (w sumie gość od Bernarda i siostra Gaborowej jeszcze żyją, więc może by tak trzecią część? ja chętnie, o ile nie byłoby syndromu Shreka i Pixara, a po prostu oldskulowa animacja). Reszta w oczy nie kole, choć to już zdecydowanie nie to samo.
7 / 10
Aristocats - za malucha uwielbiałem. Dziś broni się głównie świetnymi postaciami epizodycznymi (psy i gęsi rulez). Fabularnie niestety film leży - nie ma w nim nie tylko przygody (po prostu koty szlajają się po przedmieściach i wsi), ale i problemu, który powinien wyniknąć, ale zamiast tego twórcy serwują nam albo kompletnie niezwiązane ze sobą gagi i slapstick albo kolejne piosenki bez ładu i składu. Kociaki powiedzmy, że sympatyczne, ale cały seans miałem na nie wyjebane - tak samo, jak na ich panią, którą zupełnie zlano aż do finału. Poza tym, mimo krótkiego metrażu, film mnie wynudził. Zawód - zdecydowanie jeden ze słabszych, klasycznych Disneyów.
naciągane 6 / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
20-12-2014, 03:33





