Vendetta - brytyjskie kino zemsty tak na maksa skaszaniałe, że nie poleciłbym tego nawet najgorszemu wrogowi. Scenariusz dziecinny (aczkolwiek reżyser miał dobre intencje), policja upośledzona (od stójkowych po ścisłe kierownictwo), źli max +17 lat, a palą ludzi żywcem (wyrostki z "Harry'ego Browna" to aniołki przy nich), a Danny Dyer w roli lokalnego mściciela Charliego Bronsona, uciekiniera z SASu, stanowi parodię amerykańskiego wzorca. Gdy w scenie opatrywania ran (opatrywaniem zajmuje się ta lalka) zdejmuje koszulę, to myślałem, że zejdę na pysk: bebi rasowego piwosza, zapadnięta klatka piersiowa i owłosienie jak u gimboja. To ma być zawodnik SAS, maszyna do zabijania? LOL. Reżyser wcale nie lepszy: tak bardzo chce pokazać, ile książek o komandosach przeczytał, że najbardziej widocznym efektem tych wysiłków jest dwukrotne wyeksponowanie Dyera wypinającego magazynek w bocznym położeniu pistoletu - umiejętność, którą ja opanowałem do perfekcji już po pierwszej wizycie na strzelnicy.
Ogólnie film mocny w ryju, ale cineki w bicach. Uwierzcie mi, jest nie lada sztuką nakręcić kino zemsty w taki sposób, żebym wystawił 1/10.
Deja Vu - co za debilizm, 0/10. Najgłupszy film Tony'ego Scotta, jaki widziałem. Ryło Vala Kilmera spasione, nie mieści się w kadrze.
Ogólnie film mocny w ryju, ale cineki w bicach. Uwierzcie mi, jest nie lada sztuką nakręcić kino zemsty w taki sposób, żebym wystawił 1/10.
Deja Vu - co za debilizm, 0/10. Najgłupszy film Tony'ego Scotta, jaki widziałem. Ryło Vala Kilmera spasione, nie mieści się w kadrze.
22-12-2014, 20:54 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-12-2014, 20:56 przez Mental.)






