Ja na filmie byłam już dwukrotnie i nadal mi mało. Zarzut nudy potrafie zrozumieć, jednak nie podzielam go napewno. Od pierwszych minut czułam się pochłonięta nie tyle dziwaczną fabułą, co klimatem... Sceny w Łodzi boskie: opustoszałe ulice w półcieniu, marnie oświetlone kamienice [btw uwielbiam taki kolor lamp - pomarańczowo brunatny. Dają wrażenie nierealności jak spaceruje sie późnym wieczorem], szum pojazdów w oddali, brudny śnieg leżacy kupami na poboczach, szczekanie psów[!!!!], a jednocześnie wszechogarniająca cisza [taka cisza, która nastaje w zimie jak wookól mnóstwo śniegu]... Ta atmosfera mnie zachwyciła, wtopiłam się w nią, zapomniałam, że jest środek lata, a ja jestem w kinie...
Jak pierwszy raz byłam na nim w kinie, na sali znajdował się anglik, który wyszedł w połowie. nie dziwie się, w końcu połowa dialogów jest po polsku. Zastanowiło mnie jednak jak inne nacje odbieraja IE. Chodzi mi o nasz język przede wszystkim. Czy film był przez to bardziej psychodeliczny, mniej zrozumiały czy przeciwnie - szeleszczenie przeszkadzalo w "odczuwaniu", irytowało?? Bo z pewnością jakiś skutek zmiana języka wywarła. I czy skutek byłby ten sam jakby aktorzy przemawiali z okropnym "twardym'r'akcentem" a la Jolie w Aleksandrze czy Beowulfie, lub jak straszna sąsiadka ??
Co do aktorów: podczas gdy Dern grała wyśmienicie [wiedziałam że to dobra aktorka ale niespodziewałam się aż tak dobrej roli], nasza polska odpowiedniczka była tak sztuczna, że aż - o ironio- stała się takim elementem abstrakcyjnym w całymi filmie. Ale szczerze mówiąc mi się to podobało.
Jak pierwszy raz byłam na nim w kinie, na sali znajdował się anglik, który wyszedł w połowie. nie dziwie się, w końcu połowa dialogów jest po polsku. Zastanowiło mnie jednak jak inne nacje odbieraja IE. Chodzi mi o nasz język przede wszystkim. Czy film był przez to bardziej psychodeliczny, mniej zrozumiały czy przeciwnie - szeleszczenie przeszkadzalo w "odczuwaniu", irytowało?? Bo z pewnością jakiś skutek zmiana języka wywarła. I czy skutek byłby ten sam jakby aktorzy przemawiali z okropnym "twardym'r'akcentem" a la Jolie w Aleksandrze czy Beowulfie, lub jak straszna sąsiadka ??
Co do aktorów: podczas gdy Dern grała wyśmienicie [wiedziałam że to dobra aktorka ale niespodziewałam się aż tak dobrej roli], nasza polska odpowiedniczka była tak sztuczna, że aż - o ironio- stała się takim elementem abstrakcyjnym w całymi filmie. Ale szczerze mówiąc mi się to podobało.
Take the best orgasm you ever had, multiply it by a thousand and you're still nowhere near it.
22-08-2007, 09:27






