Jakuz,
Ale przecież obyczajowa gra pozorów tak naprawdę wychodzi dopiero w drugiej części filmu, kiedy Amy okazuje się być psychopatką. Wtedy przecież widzimy, że nie dość, że Nick udaje to ona też udaje - nawet bardziej. To jedna z rzeczy, które w ten sposob podkresla film - udawanie przed zwiazkiem i w zwiazku. To, że nigdy zaczynając związek nie zaczynasz go z tym kimś, z kim myślisz, że zaczynasz.
Czy mozna byłoby to opowiedzieć mniej bombastycznie i filmowo? Na pewno. Ale to Fincher. O buncie też pewnie mozna by bylo opowiedziec spokojniej, ale on zrobił film, który pokazuje antykonformistyczny bunt jako coś prowadzącego do ogromnej rewolucji. Mysle, ze taka historia jest znacznie ciekawsza i nie ujmuje jej to przekazu. Abstrahujac juz od tego, ze mozna to odczytywać metaforycznie - że tkwiąc w nieszczęśliwym związku w końcu oboje stajecie się sobie wrogami i/albo więźniami tego związku.
Do tego, gdyby nie wątek szalonej Amy to wątek manipulacji mediów (i manipulowania mediami) też nie byłby tak ciekawy. Bo dla mnie najzabawniejszą rzeczą w tym filmie jest to (i mysle, ze jest to calkiem umyslne), że media wymyślają sobie historie do opowiedzenia ludziom i głosza ją jako sensacyjną, podczas gdy prawda jest znacznie, znacznie ciekawsza.
Ale przecież obyczajowa gra pozorów tak naprawdę wychodzi dopiero w drugiej części filmu, kiedy Amy okazuje się być psychopatką. Wtedy przecież widzimy, że nie dość, że Nick udaje to ona też udaje - nawet bardziej. To jedna z rzeczy, które w ten sposob podkresla film - udawanie przed zwiazkiem i w zwiazku. To, że nigdy zaczynając związek nie zaczynasz go z tym kimś, z kim myślisz, że zaczynasz.
Czy mozna byłoby to opowiedzieć mniej bombastycznie i filmowo? Na pewno. Ale to Fincher. O buncie też pewnie mozna by bylo opowiedziec spokojniej, ale on zrobił film, który pokazuje antykonformistyczny bunt jako coś prowadzącego do ogromnej rewolucji. Mysle, ze taka historia jest znacznie ciekawsza i nie ujmuje jej to przekazu. Abstrahujac juz od tego, ze mozna to odczytywać metaforycznie - że tkwiąc w nieszczęśliwym związku w końcu oboje stajecie się sobie wrogami i/albo więźniami tego związku.
Cytat:A przecież przez dwa pierwsze akty Gone Girl bardzo zgrabnie wykorzystywał kryminalną konwencję żeby opowiedzieć o pewnej obyczajowej grze pozorów.Ale prezentowal dość letnią historyjkę podejrzanego męża ze smutnego malzeństwa, który - jak pokazuje narracja - mógł to zrobić bo bywal agresywny i zdystansowany. Takich historyjek było pewnie na pęczki.
Do tego, gdyby nie wątek szalonej Amy to wątek manipulacji mediów (i manipulowania mediami) też nie byłby tak ciekawy. Bo dla mnie najzabawniejszą rzeczą w tym filmie jest to (i mysle, ze jest to calkiem umyslne), że media wymyślają sobie historie do opowiedzenia ludziom i głosza ją jako sensacyjną, podczas gdy prawda jest znacznie, znacznie ciekawsza.
26-12-2014, 15:15 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-12-2014, 15:16 przez Gal Anonim.)





