Kevin sam w domu - Scenariusz jest całkiem zgrabnie napisany. Jest to w miarę wiarygodne, część komediowa bardzo fajna, no i Kevin w przeciwieństwie do reszty tego typu zostaje złapany przez bandziorów. A i oni są jeszcze jako tako ogarnięci. Dalej się upieram, że McCallisterowie są okropni, ale nie w taki stopniu jak myślałem. W dodatku wszyscy coś robią, denerwują się i łatwiej o kłótnię. I nie wszyscy aż tak źle traktują Kevina. I potem niektórzy obawiają się o młodego. No i na końcu przyjeżdża tylko ta właściwa rodzina, bez tej z Francji. I jednak jest ten urok i bijące z niego ciepło. Warstwa emocjonalna jest doprawdy piękna. To dobry film. Nie to co...
Kevin sam w Nowym Jorku - o ile poprzednik miał zgrabny scenariusz, to sequel nie dość powtarza wszystko i to nieudolnie. O ile dupkowatość McCallisterow w jedynce jest na upartego zrozumiała, to tu nie. Buzz ponosi całkowitą odpowiedzialność za wybryk Kevina, a tylko temu się obrywa. Kevin ma racje, by nie przepraszać tego chujka, bo za co?! I nawet taki Fuller czerpie przyjemność z znęcania się nad Kevinem. Czułem ulgę jak Kevin wyzywa wujka Franka. Serio, tak nie znoszę tej rodzinki w tym filmie (i żeby drugi raz zgubić dzieciaka. w innym mieście. Co na to opieka społeczna?) Lepcy Bandyci są bardziej sympatyczniejsi, a chcą ukraść datki na dziecięcy szpital. BTW, ich i babę z gołębiami można byłoby wyciąć z fabuły. Ze Starym Marleyem działało, bo działała straszna miejska legenda, a na dziecko to działa. I smutek Marleya rozumiałem. Tu? Baba z gołębiami jest straszna, bo... siedzą na niej gołębie? I jest smutna, bo miała złamane serce? Nie kupuje tego. I czemu Tim Curry od razu chce dopaść Kevina? Czemu ludzie w tym hotelu to są idioci (sztuczka z telewizorem...)? Czemu Lepcy Bandyci są jeszcze głupsi? I te pułapki są naprawdę brutalne. Cegły, podpalona nafta, rura zrzucająca na kilka pieter, usmażenie prądem. Oni powinni być martwi! Polecam filmik Honest Action z ich udziałem. Kevin wydaje się być za mądry na niektóre dialogi. Wygłasza niektóre mądrości jakby był profesorem na uczelni, nie 10-latkiem. Oj, słaby ten film. Słaby.
Kevin sam w Nowym Jorku - o ile poprzednik miał zgrabny scenariusz, to sequel nie dość powtarza wszystko i to nieudolnie. O ile dupkowatość McCallisterow w jedynce jest na upartego zrozumiała, to tu nie. Buzz ponosi całkowitą odpowiedzialność za wybryk Kevina, a tylko temu się obrywa. Kevin ma racje, by nie przepraszać tego chujka, bo za co?! I nawet taki Fuller czerpie przyjemność z znęcania się nad Kevinem. Czułem ulgę jak Kevin wyzywa wujka Franka. Serio, tak nie znoszę tej rodzinki w tym filmie (i żeby drugi raz zgubić dzieciaka. w innym mieście. Co na to opieka społeczna?) Lepcy Bandyci są bardziej sympatyczniejsi, a chcą ukraść datki na dziecięcy szpital. BTW, ich i babę z gołębiami można byłoby wyciąć z fabuły. Ze Starym Marleyem działało, bo działała straszna miejska legenda, a na dziecko to działa. I smutek Marleya rozumiałem. Tu? Baba z gołębiami jest straszna, bo... siedzą na niej gołębie? I jest smutna, bo miała złamane serce? Nie kupuje tego. I czemu Tim Curry od razu chce dopaść Kevina? Czemu ludzie w tym hotelu to są idioci (sztuczka z telewizorem...)? Czemu Lepcy Bandyci są jeszcze głupsi? I te pułapki są naprawdę brutalne. Cegły, podpalona nafta, rura zrzucająca na kilka pieter, usmażenie prądem. Oni powinni być martwi! Polecam filmik Honest Action z ich udziałem. Kevin wydaje się być za mądry na niektóre dialogi. Wygłasza niektóre mądrości jakby był profesorem na uczelni, nie 10-latkiem. Oj, słaby ten film. Słaby.
01-01-2015, 23:50 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-01-2015, 23:59 przez OGPUEE.)





