Mam wrażenie, że Mann staje się z biegiem lat coraz bardziej kłopotliwy dla krytyków - uporczywie umacnia swą pozycję pomiędzy kinem autorskim a mainstreamową sensacją i panowie recenzenci zwyczajnie nie wiedzą, po jakie narzędzia krytyczne sięgnąć. Problem ten był szczególnie wyraźny przy MV. To pod pewnymi względami kluczowa pozycja w twórczości Manna - jak żaden jego inny film oddziela prawdziwych fanów od amatorów. Nie dlatego, że to jego najlepsze dzieło (bynajmniej), ale bodaj najbardziej esencjonalne. Owszem niektóre pojedyńcze, typowe dla Manna tematy mogły być wyraźniej zarysowane we wcześniejszych filmach, ale MV w swoim Mannizmie najczystsze, pozbawione elementów obcych, dodatkowych, nie-mannowskich. A to problem. Taka skrajna subiektywność wizji przejdzie w artystyczno-studyjnych dywagacjach o pierdu pierdu, ale w sensacji (do tego opartej na popularnym serialu)? Takie kino ma przecież iść wobec widza na ustępstwa. O takim kinie pan krytyk ma od razu wiedzieć, co myśleć. A docenienie MV, niestety, wymaga odrobiny wysiłku. Nic dziwnego, że następnym filmem było PE. Niby odważne ze względu na formę, w rzeczywistości bardzo bezpieczne i przystępne, oparte na wątku romantycznym...
Choć niektórzy, jak widać, nadal się ciągną.
Żeby nie było, nie jestem przekonany, że z Blackhat jest na pewno tak samo. Ale bym się nie zdziwił.
Cytat:MV nie słabował treścią. Był prosty, ale nie prostacki.W MV treść przyczajone jest pod powierzchnią. Zawiera się bardziej w milczeniu niż w dialogach. W tłumieniu emocji, niż w ich okazywaniu. To film znakomicie oddający ducha XXI wieku i czasami mam wrażenie że Mann nie tyle wyprzedził swój czas, co trafił dokładnie w "tu i teraz". To po prostu reszta nas grzebała się jeszcze z tyłu. Zwróćcie uwagę na to jak zmieniało się postrzeganie filmu na tym forum. Może po prostu zajęło nam trochę dogonienie Manna?
Choć niektórzy, jak widać, nadal się ciągną.
Żeby nie było, nie jestem przekonany, że z Blackhat jest na pewno tak samo. Ale bym się nie zdziwił.
15-01-2015, 21:56





