(17-01-2015, 16:33)Paszczak napisał(a):
Zgadzam się z tym w 100%. Też na to zwróciłem uwagę. Tym bardziej ten błąd przeszkadza, bo bez niego nie byłoby w zasadzie całej fabuły.
Ogólnie mnie się BLACKHAT bardzo podobał. W pewnym momencie w kinie byłem nawet zachwycony. Konkretnie w okolicach sceny lotu do Malezji. Dobrych momentów jest zresztą mnóstwo:
- "negocjacje" Hathawaya
- Hathaway na lotnisku - Mann umie nakręcić scenę patrzenia w dal

- koreańska restauracja
- scena miłosna - cudowna
- strzelanina przy kontenerach
- cały motyw z NSA
- strzelanina na ulicy
- F I N A Ł
Czuć w całym filmie to za co chyba właśnie wielu lubi Manna. Jest sporo tej jego specyficznej melancholii, ale na pewno nie jest na nią kładziony taki nacisk jak w fenomenalnym moim zdaniem Miami Vice z 2006. BLACKHAT to jednak bardziej zwarta historia. Rękę Manna czuć zdecydowanie w tym jak napisany jest główny bohater, bo to klasyczny mannowski facet z zasadami i własnym kodeksem. Wspaniała sprawa.
Ciężko mi coś więcej na ten moment pisać, bo ten film chyba musi dojrzeć w człowieku. Pamiętam, że kinowe Miami Vice początkowo było dla mnie tragicznie słabe a obecnie oceniam maksymalnie dobrze i chyba jest moim ulubionym filmem Manna, co nie znaczy oczywiście, że najlepszym. Dla odmiany Public Enemies po wizycie w kinie uważałem za świetne a z perspektywy czasu jakoś mnie nie rusza za bardzo i być może nawet w moim rankingu filmów MM jest najniżej.
Na pewno BLACKHAT został mi w głowie, chętnie do niego wrócę i to jeszcze na sali kinowej. Kilka rzeczy na pewno zgrzyta, arcydzieło to raczej nie jest, ale ma w sobie moc, którą umie wykrzesać tylko Mann.
Na ten moment moja ocena to 8/10 i nie wydaje mi się, że będzie niżej. Natomiast biorę pod uwagę możliwość podwyższenia noty.
.
18-01-2015, 05:17 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-01-2015, 05:18 przez srebrnik.)
Spoiler




