Czuję, że stoimy w miejscu, a nie mam za bardzo pomysłu na wymyślanie kolejnych alegorii. Nie chciałbym też brzmieć arogancko i kogoś urazić, ale też widzę, że jednak muszę dać jakąś odpowiedź. I nie wcale to nie jest tak, że chętnie używam argumenty ze "Strażnikami". Taka obrona byłaby zbyt prosta, tym bardziej porównując zbyt różne filmy.
Ale dlaczego więc ją z lubością stosuję? Tak jak napisałem, wiele razy, ale może teraz napiszę dosadniej, nie chcą nikogo przy tym urazić. Wraz z premierą, czy nawet do teraz czytając te zarzuty o "nudność" i "brak wyobraźni" w "Interstellar" od osób, które dokładnie "brak wyobraźni" i "nijakość" akceptują w innym (też gatunkowo) filmie, nie tylko nie brzmią dla mnie przekonująco, ale i śmiesznie. Ci, którzy jeszcze zajadle bronili "Strażników" w "aferze pomalowanych twarzy", teraz nagle stają się wojownikami o więcej wyobraźni w kosmosie. Proszę
To tak samo jak zarzuty o "nudę" od od osób, które planują kupić trylogię "Hobbita" na Blu_Ray.
Naturalnie ja wiem, że to miecz obusieczny.
Ale jakby co to otrzymałem satysfakcjonującą mnie odpowiedź:
OK, sympatyczne postacie, humor, gagi, chwytliwe piosenki, maskują nijakość świata. Dobrze, mnie to wystarcza jako wytłumaczenie i poniekąd jestem w stanie to zrozumieć.
I ja nigdzie nie napisałem, że przedstawiam obiektywną prawdę objawioną. Moja opinia jest subiektywna, ale to nie znaczy, że nie zamierzam jej wyrażać.
I na poczekaniu chyba udało mi się znaleźć inne porównanie: Jeżeli podczas rozmowy o sztuce, ktoś mi powie, że Jan Matejko był wielkim artystą i malarzem, to później ciężej mi będzie brać na poważnie jego krytykę innych artystów i malarzy.
Mam nadzieję, że nie byłem zbyt ostry w tym co napisałem.
Plus na zakończenie i złagodzenie atmosfery coś z innej beczki:
Ale dlaczego więc ją z lubością stosuję? Tak jak napisałem, wiele razy, ale może teraz napiszę dosadniej, nie chcą nikogo przy tym urazić. Wraz z premierą, czy nawet do teraz czytając te zarzuty o "nudność" i "brak wyobraźni" w "Interstellar" od osób, które dokładnie "brak wyobraźni" i "nijakość" akceptują w innym (też gatunkowo) filmie, nie tylko nie brzmią dla mnie przekonująco, ale i śmiesznie. Ci, którzy jeszcze zajadle bronili "Strażników" w "aferze pomalowanych twarzy", teraz nagle stają się wojownikami o więcej wyobraźni w kosmosie. Proszę

To tak samo jak zarzuty o "nudę" od od osób, które planują kupić trylogię "Hobbita" na Blu_Ray.
Naturalnie ja wiem, że to miecz obusieczny.
Ale jakby co to otrzymałem satysfakcjonującą mnie odpowiedź:
(18-01-2015, 22:20)Mierzwiak napisał(a): 2) W jaki sposób stwierdzasz, że ludzie niemający nic do zarzucenia światowi wykreowanemu w Guardiansach (tak jak ja; nie powala, nie jest rewolucyjny, ot spełnia swoją rolę i dla mnie jest więcej niż w porządku, zresztą nie to jest w tym filmie najważniejsze, a humor, przygoda, postaci, klimat, muzyka etc.), a krytykujący Interstellar są niekonsekwentni?
OK, sympatyczne postacie, humor, gagi, chwytliwe piosenki, maskują nijakość świata. Dobrze, mnie to wystarcza jako wytłumaczenie i poniekąd jestem w stanie to zrozumieć.
I ja nigdzie nie napisałem, że przedstawiam obiektywną prawdę objawioną. Moja opinia jest subiektywna, ale to nie znaczy, że nie zamierzam jej wyrażać.
I na poczekaniu chyba udało mi się znaleźć inne porównanie: Jeżeli podczas rozmowy o sztuce, ktoś mi powie, że Jan Matejko był wielkim artystą i malarzem, to później ciężej mi będzie brać na poważnie jego krytykę innych artystów i malarzy.
Mam nadzieję, że nie byłem zbyt ostry w tym co napisałem.
Plus na zakończenie i złagodzenie atmosfery coś z innej beczki:
19-01-2015, 02:43





