Mental, zamiast zabijać temat wątkami gunowymi, napisałbyś lepiej coś o wrażeniach po zakończeniu ostatniego sezonu. No chyba że gadanie o filmach i serialach w oderwaniu od kontekstu broni i politycznej poprawności już totalnie przestało Cię jarać. :P
Szósty sezon jest generalnie nierówny i mocno rozwodniony, czego główną przyczyną była zapewne decyzja o jego przedłużeniu i podzieleniu na dwie części, przez co trzeba było dopisać parę wątków. Ale przynajmniej twórcy mieli okazję na większej ilości przykładów podkreślić i podsumować to, co wałkowali przez cały serial. Większa ilość czasu antenowego zaowocowała możliwością lepszego przyjrzenia się innym bohaterom niż Tony. Z różnym skutkiem. Dla przykładu, taki wątek Vito. Wiadomo, wątek ten służy podkreśleniu jednej z przewodnich myśli serialu, że ludzie związani z mafią, nawet jeśli dostaną szanse zmiany, to z niej nie skorzystają, gdyż zmiana wymaga poświęceń, do których oni nie są zdolni. Nie zmienia to jednak faktu, że wątek Vito jest najzwyczajniej w świecie nudny i bez żadnej szkody dla powyższej myśli przewodniej mógłby być dwa razy krótszy.
Jeżeli zaś chodzi o Tony'ego, to po powtórce serialu ewidentne jest dla mnie to, co chyba nie było przy pierwszy seansie. Bo gdy oglądałem Sopranos po raz pierwszy, to wydawało mi się, że twórcy kreują Tony'ego jako mimo wszystko spoko gościa. Natomiast teraz jest dla mnie oczywiste, że twórcy nigdy tak naprawdę "nie lubili" Tony'ego, nie pozostawiali złudzeń, że to skurwysyn - socjopata, egoista, który niczym to symboliczne ujęcie azbestu wrzuconego do bajora w ostatnich odcinkach - zatruwa życie wszystkich wokół niego. Który nie zmienia się ani trochę w lepszego człowieka, mimo licznych nadarzających się okazji (pierdololo o chwytaniu dnia po wybudzeniu ze śpiączki), bo po prostu nie chce. Nie, Tony'ego nie da się lubić. Ale nie umniejsza to faktu, że jest to jedna z najbardziej interesujących postaci w historii telewizji.
Szósty sezon jest generalnie nierówny i mocno rozwodniony, czego główną przyczyną była zapewne decyzja o jego przedłużeniu i podzieleniu na dwie części, przez co trzeba było dopisać parę wątków. Ale przynajmniej twórcy mieli okazję na większej ilości przykładów podkreślić i podsumować to, co wałkowali przez cały serial. Większa ilość czasu antenowego zaowocowała możliwością lepszego przyjrzenia się innym bohaterom niż Tony. Z różnym skutkiem. Dla przykładu, taki wątek Vito. Wiadomo, wątek ten służy podkreśleniu jednej z przewodnich myśli serialu, że ludzie związani z mafią, nawet jeśli dostaną szanse zmiany, to z niej nie skorzystają, gdyż zmiana wymaga poświęceń, do których oni nie są zdolni. Nie zmienia to jednak faktu, że wątek Vito jest najzwyczajniej w świecie nudny i bez żadnej szkody dla powyższej myśli przewodniej mógłby być dwa razy krótszy.
Jeżeli zaś chodzi o Tony'ego, to po powtórce serialu ewidentne jest dla mnie to, co chyba nie było przy pierwszy seansie. Bo gdy oglądałem Sopranos po raz pierwszy, to wydawało mi się, że twórcy kreują Tony'ego jako mimo wszystko spoko gościa. Natomiast teraz jest dla mnie oczywiste, że twórcy nigdy tak naprawdę "nie lubili" Tony'ego, nie pozostawiali złudzeń, że to skurwysyn - socjopata, egoista, który niczym to symboliczne ujęcie azbestu wrzuconego do bajora w ostatnich odcinkach - zatruwa życie wszystkich wokół niego. Który nie zmienia się ani trochę w lepszego człowieka, mimo licznych nadarzających się okazji (pierdololo o chwytaniu dnia po wybudzeniu ze śpiączki), bo po prostu nie chce. Nie, Tony'ego nie da się lubić. Ale nie umniejsza to faktu, że jest to jedna z najbardziej interesujących postaci w historii telewizji.
08-02-2015, 20:38





