PropJoe napisał(a):Na przykład Fletcher niepotrzebnie tłumaczy bezpośrednio swoją motywację w rozmowie w pubie mówiąc, że ludzie nie rozumieją, że próbuje zmuszać do przekraczania granic i powtarza anegdotę, chociaż jest oczywiste co próbuje zrobić i w jaki sposób już po tym, jak pierwszy raz wspomina o rzucaniu talerzami.
No akurat tłumaczy to potrzebnie, bo to w tej scenie pokazuje swoją ludzką stronę. Bez niej byłby płytszą, bardziej jednostronną postacią. I w tym wypadku ten dialog był wiarygodny, bo Fletcher tłumaczył się Andrew ze swoich zachowań.
PropJoe napisał(a):Ja to widzę tak, że możliwościami Riggana jest jego wizerunek celebryty/gwiazdy blockbusterów (tak uznaję to za jego możliwość, bo za określonym wizerunkiem idą określone możliwości lub ich brak - choćby to, że nie jest brany na poważnie przez panią krytyk, przedstawicielkę nieblockbusterowej publiczności). Poza tym, po prostu jego zdolności jako aktora i reżysera. I wreszcie środki finansowe i inne zasoby (aktorzy jakimi dysponuje, wystawiany materiał).
Strasznie to mętne, ogólnikowe i słabe. O czym dalej:
PropJoe napisał(a):Zignorowałeś moje pytanie o to, jak inaczej chciałbyś, aby pokazano wkład finansowy Riggana. Rozmawia o tym z kumplem. Nie mówią "Mamy kłopoty finansowe" lub "Zainwestowałem w tę sztukę" tylko "Nie stać nas na Nortona" i "Pozew nas pogrąży" czy coś w tym stylu. Rozmawia o tym z żoną. Mówi: "Rozważam zastawienie domu dla córki". Nadal łopatologia?
Rozważa zastawienie drugiego domu licząc na wielki sukces który się zwróci z nawiązką - co za tragedia, klękajcie narody. Tym bardziej, że w końcu tego nie robi. A poza tym nie wygląda by był na skraju bankructwa. Jedyne czym się martwi to "och, czy jestem artystą".
A biorąc pod uwagę, że co drugi przechodzień i krytyk jara się jak pochodnia na samą myśl o "Birdman 4" to bankructwo jest mało możliwe w jego przypadku.
PropJoe napisał(a):Wracając do konfliktu. Powyższe można też uznać za "element popkulturowy" (ktoś chyba nawet zasugerował tutaj, że mamy konflikt popkultura vs. kultura wysoka, no przynajmniej trochę wyższa). No i temu wszystkiemu przeciwstawione są w filmie dążenia Riggana. Odpowiednio, chce zerwać z wizerunkiem Birdmana, podbić sobie ego, zyskać szacunek w tym swój własny. Poza tym, chce po prostu wystawić dobrą sztukę, wkurwia go słaby aktor a jara dobry, zależy mu na scenie snu itd. Co do finansów, to chyba jest to najmniej zaakcentowane, ale oczywiste, że miarą sukcesu jest komercyjne powodzenie projektu. Motywują go informacje o wyprzedaniu biletów itp.
Podbijanie sobie ego to dobra motywacja dla protagonisty?
Natomiast konflikt powinien się wiązać bezpośrednio z postacią - albo konflikt z antagonistą, albo silny wewnętrzny konflikt.
Konflikt o jakim piszesz jest słaby, bo słabo zarysowany, protagonista jest niezdecydowaną pierdołą, stawka jest słaba (drugi dom przeznaczony dla córki sprzeda, koniec świata), a sam problem wydumany "czy jestem artystą czy tylko celebrytą?".
Żeby widz mógł się z tym utożsamiać, to trzeba by pokazać jak wiele bohater się namęczył i napracował na sukces jaki osiągnął, by w ogóle mówić o byciu artystą (jak w Whiplash). Albo musiałby upaść na dno, mieć naprawdę ciężkie problemy jak Rourke w Zapaśniku.
Inaczej jest to typ milionera, który użala się nad sobą, bo chciałby być miliarderem.
W Birdmanie mamy narcyza i aroganta, który waha się między "czy chcę zostać wielkim artystą (przy okazji w miarę nadzianym), czy celebrytą zgarniającym wielkie kokosy". Co poniekąd pokrywa się z podtytułem filmu "Unexpected virtue of ignorance", gdzie widać, że sama sztuka i jej artyzm są pokazane dość prześmiewczo przez Innaritu (wystarczy spojrzeć na tytuł i drewniane dialogi). Czyli Riggan to taki trochę głupek który przez własną głupotę i ignorancję niespodziewanie zrobił dobre show - no, niech nawet będzie, że jakąś formę sztuki.
Innaritu nie szedł w ogóle sprawdzonymi metodami, bo chciał zrobić ten film kompletnie po swojemu, gdzie trzonem jest trik z jednym ujęciem i chaotyczna, nietypowa narracja. Nie zatrzymywał się by pomyśleć, czy nie zmienić nieco bohatera, by widz mógł się z nim utożsamiać i bardziej mu kibicować, albo czy odpowiednio buduje napięcie i zaangażowanie emocjonalne, choćby podbijając stawkę.
Trochę jak w "Drzewie życia" Malicka, gdzie reżyser zrobił dokładnie taki film jaki chciał, na zasadzie "jak Ci się coś nie podoba, to Twój problem, a nie mój".
PropJoe napisał(a):Bullshit. Dla niego sukces sztuki jest też sposobem na podbudowania samooceny, co jest nadrzędnym celem. Sugerujesz, że przebiegnięcie w gaciach przez Times Square jest bez znaczenia dla jego samooceny i godności? Przecież jest załamany i zniesmaczony popularnością na yt. Nie jest tak, że to ostatecznie popchnęło go do strzału w nos? Jak nie ma efektu skoro ostatecznie uświadamia mu, że sukces może osiągnąć co najwyżej dzięki taniej sensacji? KAMAN.
Niemal komediowa scena przebiegnięcia przez Times Square ma wyrażać poświęcenie i załamanie? Załamanie popularnością na yt?
To chyba jeszcze bardziej wydumane i słabe niż ten "konflikt o byciu wielkim artystą".
Riggan nie wygląda na osobę będącą na skraju załamania przez niską samoocenę, bojącą się kontaktu z ludźmi i żyjącą w skrajnej depresji.
Jest wręcz pełen energii i całkiem pewny siebie. Jego problemem jest utracone przysłowiowe pięć minut sławy (może nieco więcej niż pięć minut) i chęć bycia wielkim artystą, powodujące "rozdwojenie jaźni" z Birdmanem. Które jest metaforą i comic relief (w którym nie ma budowanego tragizmu postaci), a nie analizą prawdziwego rozdwojenia jaźni, albo zgłębianiem psychologii głównego bohatera.
A jak już pisałem, chęć bycia wielkim artystą bez wielkiego poświęcenia lub naprawdę dużej stawki jest wydumanym, roszczeniowym problemem u celebryty.
01-03-2015, 11:49 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-03-2015, 14:42 przez Capt. Nascimento.)





