Yeong-hwa-neun Yeong-hwa-da (2008) czyli kolejne cudeńko z Korei, ale tym razem zachwyt jest nieco przesadzony z prostego powodu - to film o filmie. Koreańczycy kręcą film gangsterski, ale główny bohater tegoż jest trochę zbyt agresywny i już dwóch kaskaderów posłał do szpitala, przez co produkcja staje, bo nikt nie chce pakować się w to bagno i ryzykować zdrowia i życia. Gdy w końcu wszystkie alternatywne wyjścia zostają wyczerpane, ekipa sięga po pomoc gangstera, a ten zgadza się pod jednym warunkiem: wszystko ma być realistyczne.
I tyle, całość to całkiem udane połączenie dwóch światów, filmowego i gangsterskiego właśnie. O ile ten drugi to w sumie standardowa rzecz dla koreańskiego kina, tj. trzeba uciszyć jakiegoś kolesia, który może narobić masę kłopotów w zbliżającym się procesie czy czymś takim, to już pierwsza rzecz to coś całkiem nowego. Lubię po prostu patrzeć na to, jak powstaje film, jak kręci się poszczególne sceny i ujęcia, jak powtarza się do bólu ciągle to samo, jak ludziom puszczają nerwy, by w końcu wszystko zostało należycie zmontowane.
I tyle, całość to całkiem udane połączenie dwóch światów, filmowego i gangsterskiego właśnie. O ile ten drugi to w sumie standardowa rzecz dla koreańskiego kina, tj. trzeba uciszyć jakiegoś kolesia, który może narobić masę kłopotów w zbliżającym się procesie czy czymś takim, to już pierwsza rzecz to coś całkiem nowego. Lubię po prostu patrzeć na to, jak powstaje film, jak kręci się poszczególne sceny i ujęcia, jak powtarza się do bólu ciągle to samo, jak ludziom puszczają nerwy, by w końcu wszystko zostało należycie zmontowane.
02-04-2015, 17:41






