Ten film padł ofiarą PRu. Oczywiście ten sam PR zapewnił mu setki milionów dolarów wpływów, ale i narobił hejterów, którzy obwieścili upadek kina i ludzkości. Prawda jest taka, że to... po prostu film. Poprawnie zagrany, ładnie nakręcony, z dobrze dobraną muzyką, paroma cringe worthy dialogami i niezamierzenie śmiesznymi scenami, ale to tyle.
Żyję. Obejrzałem 50 twarzy Greya i było to sympatycznie (!) spędzone 120 minut. Nie czułem się co chwila jak debil, co miało miejsce na niedawnym seansie Szybkich i wściekłych 7, nie czułem, że ktoś tam za kamerą udaje mądrzejszego, niż jest, nie walono mnie po głowie ekspozycją ani nie serwowano wykalkulowanych emocji. To tak prosta, wręcz pozbawiona treści historyjka (w sensie liniowa, pozbawiona jakichkolwiek niespodzianek), że naprawdę trudno się przyczepić do czegokolwiek poza... wspomnianym PRem właśnie, bo to on sprawił, że film znienawidzono na długo przed premierą (przez dłuższy czas sam jechałem tym wozem), to on obiecywał kontrowersje i on kazał niektórym wierzyć, że czeka nas gówno stulecia.
Gdyby nie rozgłos, pewnie prędzej czy później ktoś zaliczyłby Greya (pun not intended), film jakich wiele, wspomniał w krótkiej piłce i napisał "OK". I to też czynię: to jest OK film, taki mokry sen pensjonarki, ale nie odmawiajmy pensjonarkom marzyć o ostrym rżnięciu w wykonaniu zabójczo przystojnego milionera.
PS. Z odpowiednio podrasowanymi scenami seksu (bo te nawet w wersji unrated mogłyby wywołałć skandal najdalej gdzieś w latach 80-tych), odpowiednimi nazwiskami w obsadzie i właściwym człowiekiem za kamerą zrealizowany w latach 90-tych byłby to pewnie klasyk, który oglądałbym jako double feature razem z Showgirls.
Żyję. Obejrzałem 50 twarzy Greya i było to sympatycznie (!) spędzone 120 minut. Nie czułem się co chwila jak debil, co miało miejsce na niedawnym seansie Szybkich i wściekłych 7, nie czułem, że ktoś tam za kamerą udaje mądrzejszego, niż jest, nie walono mnie po głowie ekspozycją ani nie serwowano wykalkulowanych emocji. To tak prosta, wręcz pozbawiona treści historyjka (w sensie liniowa, pozbawiona jakichkolwiek niespodzianek), że naprawdę trudno się przyczepić do czegokolwiek poza... wspomnianym PRem właśnie, bo to on sprawił, że film znienawidzono na długo przed premierą (przez dłuższy czas sam jechałem tym wozem), to on obiecywał kontrowersje i on kazał niektórym wierzyć, że czeka nas gówno stulecia.
Gdyby nie rozgłos, pewnie prędzej czy później ktoś zaliczyłby Greya (pun not intended), film jakich wiele, wspomniał w krótkiej piłce i napisał "OK". I to też czynię: to jest OK film, taki mokry sen pensjonarki, ale nie odmawiajmy pensjonarkom marzyć o ostrym rżnięciu w wykonaniu zabójczo przystojnego milionera.
PS. Z odpowiednio podrasowanymi scenami seksu (bo te nawet w wersji unrated mogłyby wywołałć skandal najdalej gdzieś w latach 80-tych), odpowiednimi nazwiskami w obsadzie i właściwym człowiekiem za kamerą zrealizowany w latach 90-tych byłby to pewnie klasyk, który oglądałbym jako double feature razem z Showgirls.
29-04-2015, 23:46





