(04-06-2015, 11:27)'Hitch' napisał(a): Nawet ubóstwiany Rozenek często nie ma zielonego pojęcia w jakim kontekście odpowiada jakiejś postaci, przez co jego nagłe zmiany nastrojów wypadają mega absurdalnie.No ale to jest w standard w każdym erpegu. Oni mają tysiące kwestii dialogowych, często podawanych bęz większego kontekstu, nie mając pojęcia jak zostaną sklejone i jak ułożone jest drzewko dialogu. To jest niezależne od aktorów, tylko od tego jak się im przedstawi scenę, jaką poda się im kolejnośc tekstów. To się spotyka w praktycznie każdej grze z rozwinietymi drzewkami rozmów, również angielskich. W porzednich dwóch grach, w angielskich wersjach to dopiero brzmieli, jakby nie było tam nikogo, kto by ich pokierował mówiąc co i jak. A ogólne rozłożenie akcentów i przekaz charakteru u Rozenka, zjada Cockle'a na śniadanie, nine times out of ten.
W angielskiej wersji, oprócz paru wyjątków wśród ważniejszej obsady, to tak naprawdę jedynie postacie tła i epizodyczne NPC są odrobinę lepsi od oryginalnych odpowiedników, choć wciskany na siłę "Monty Python" do akcentów co drugiego co drugiego wieśniaka też trochę drażni.
Już nawet pomijając jakość tłumaczenia tekstów, która jaka jest każdy wie, ta seria nigdy nie miała szczęścia do angielskiej ścieżki. W jedynce opowiadać się za angielskim dubbingiem, to dopiero był absurd, bo robione to było najskromniejszymi nakładami i jeżeli drazni Cię coś tak drobnego, jak okazjonalne zmiany tonu u Rozenka, to w angielskim W1 to byś dopiero dostał kurwicy. W W2 natomiast, każdy z głównej obsady wypadał tak sucho w porównaniu z oryginałami, że głowa boli. Roche był przyzwoity, ale nie miał nawet połowy energii i wkurwionej pasji Banaszyka. Triss brzmiała jak kompletna amatorka, wypowiadając kwestie ze stereotypowym wręcz plastikiem aktorki reklamowej. Yorveth, choć sam w sobie nie tragiczny, to był kompletnym miscastem, jego głos starucha pasujący do tej postaci jak pięść do nosa. Letho w angielskiej brzmiał jak pozbawiony czegokolwiek koks, zamiast jak koks, w którego głosie dało się wyczuć inteligencję i obycie, jak to było u Zbrojewicza. Trwająca przez cały prolog wymiana pomiędzy Foltestem a Geraltem, to był w polskiej wersji, świetny banter pomiędzy sarkastycznym i lekceważąco podchodzącym do całej draki Wiedzminem, a nieco egoistycznym, ale inteligentnym, niepozbawionym ikry i charakteru królem. W angielskiej mamy 100% deadpanowego, mega suchego wiedzmina wpisujacego się w Solid Snakowy archetyp "udawanej chrypy", cisnącym teksty bez jakiejkolwiek pasji i z minimalnymą zmianą tonacji (Smutny Cockle, to wesoły Cockle, to sarkastyczny Cockle, to zamyślony Cockle, to wkurzony Cockle), gadający z królem brzmiącym jak jakiś napuszony paw. I tak dalej, i tak dalej.
Zresztą voice acting Wiedzminów był często krytykowany nawet na zachodzie, więc to nie jest tak, że mamy do czynienia z dubbingiem na poziomie Bioware, czy Naughty Dog.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.
04-06-2015, 12:08 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-06-2015, 12:11 przez Proteus.)





