Po pierwsze, zostało dowiedzione chyba bezsprzecznie, że TO nie przyjmuje odpowiedniego kamuflażu pomimo, że w filmie jest dobitnie powiedziane, że powinno. Fajnie, że już tego nie kwestionujemy ;)
Została druga sprawa, czyli to podążanie. I tak, faktycznie nie jest powiedziane jak dokładnie TO będzie podążać, i jakie reguły tym podążaniem kierują, ale to nie znaczy, że scenarzysta z reżyserem poprzez magię "editingu" mogą sobie to podążanie traktować dowolnie. A ewidentnie sobie traktują. Bohaterka potrafi uciec za winkiel i nagle potwór jest zgubiony. Można wrócić do domu pójść spać albo i żyć sobie spokojnie nawet kilka dni, bo to coś najwyraźniej właśnie zabłądziło na sąsiednim trawniku, albo może ma jakieś inne ważne demoniczne sprawy do załatwienia właśnie w tym momencie. Ja rozumiem, że komuś może to nie przeszkadzać, czy że ktoś tej niekonsekwencji pod magią "editingu" nawet nie wyczuł, albo ma naturalne przeświadczenie, że tak jak w 99% horrorów ten zły potwór może robić i tak absolutnie wszystko bo to dla tego typu kina normalka. Albo, że ta "swoboda" kreuje super klimat niepewności i zagrożenia. Dla mnie osobiście scena w której bohaterka rozbija się samochodem tak na oko 200 metrów od potwora i traci przytomność to powinien być koniec filmu. Tymczasem TO akurat w tym momencie sobie znika. Potem bohaterka nieprzytomna trafia do szpitala i w sumie pierun wie ile tam tak naprawdę spędza czasu, ale oczywiście TO w tym momencie ma wolne. Takich sytuacji w filmie jest mnóstwo i ja osobiście tego nie kupuję. Dla mnie powinna być jasna sytuacja. TO podąża najkrótszą trasą ze stałą prędkością 5 km/h. Koniec kropka. Albo dowolne inne zasady, nawet nie określone w filmie, ale wyraźnie widoczne i możliwe do określenia przez widza. A nie TO podąża albo nie podąża, czasem wyskakuje zza winkla, a czasem woli atakować z odległości kilometra po prostej drodze mimo, że dookoła mnóstwo zakamarków, czasem się zniechęca na pierwszych trudnościach, a czasem brnie jak lodołamacz. Czasem ma dłuższy urlop a czasem pracowite popołudnie. Jak dla mnie do dupy z taką robotą. Tak jak mówi mental, ewidentnie widać, że światem rządzi widzimisię scenarzysty i reżysera, a nie wewnętrzna logika - i dla mnie to jest znacząca wada.
Została druga sprawa, czyli to podążanie. I tak, faktycznie nie jest powiedziane jak dokładnie TO będzie podążać, i jakie reguły tym podążaniem kierują, ale to nie znaczy, że scenarzysta z reżyserem poprzez magię "editingu" mogą sobie to podążanie traktować dowolnie. A ewidentnie sobie traktują. Bohaterka potrafi uciec za winkiel i nagle potwór jest zgubiony. Można wrócić do domu pójść spać albo i żyć sobie spokojnie nawet kilka dni, bo to coś najwyraźniej właśnie zabłądziło na sąsiednim trawniku, albo może ma jakieś inne ważne demoniczne sprawy do załatwienia właśnie w tym momencie. Ja rozumiem, że komuś może to nie przeszkadzać, czy że ktoś tej niekonsekwencji pod magią "editingu" nawet nie wyczuł, albo ma naturalne przeświadczenie, że tak jak w 99% horrorów ten zły potwór może robić i tak absolutnie wszystko bo to dla tego typu kina normalka. Albo, że ta "swoboda" kreuje super klimat niepewności i zagrożenia. Dla mnie osobiście scena w której bohaterka rozbija się samochodem tak na oko 200 metrów od potwora i traci przytomność to powinien być koniec filmu. Tymczasem TO akurat w tym momencie sobie znika. Potem bohaterka nieprzytomna trafia do szpitala i w sumie pierun wie ile tam tak naprawdę spędza czasu, ale oczywiście TO w tym momencie ma wolne. Takich sytuacji w filmie jest mnóstwo i ja osobiście tego nie kupuję. Dla mnie powinna być jasna sytuacja. TO podąża najkrótszą trasą ze stałą prędkością 5 km/h. Koniec kropka. Albo dowolne inne zasady, nawet nie określone w filmie, ale wyraźnie widoczne i możliwe do określenia przez widza. A nie TO podąża albo nie podąża, czasem wyskakuje zza winkla, a czasem woli atakować z odległości kilometra po prostej drodze mimo, że dookoła mnóstwo zakamarków, czasem się zniechęca na pierwszych trudnościach, a czasem brnie jak lodołamacz. Czasem ma dłuższy urlop a czasem pracowite popołudnie. Jak dla mnie do dupy z taką robotą. Tak jak mówi mental, ewidentnie widać, że światem rządzi widzimisię scenarzysty i reżysera, a nie wewnętrzna logika - i dla mnie to jest znacząca wada.
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
11-06-2015, 16:38 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-06-2015, 16:45 przez Negatywny.)





