Ja się całkowicie zgadzam z tym, że alegoryczna postać może być całkowicie fizyczną postacią, antropomorficzną personifikacją or shit like that, z tym zupełnie nie mam problemu. Ale ta alegoria (?) choroby wenerycznej czy innych konsekwencji utraty niewinności to przecież horrorowy szlagier, tylko tutaj na sterydach i kreatyną zamiast krwi. I to jest poprostu z jednej strony dość ordynarne, a z drugiej fajne, bo tak prosto z mostu jeszcze nie było. Ale niestety to jest jak dla mnie płytkie, bo żeby to miało ręce i nogi to potrzebaby było jakiejś głębszej diagnozy, przyczyn, skutków, jakieś wnikliwsze opisanie co się zmienia w zyciu człowieka kiedy przekroczy ten próg etc. Tymczasem w filmie pojawia się wredna zjawa która męczy dupę, ale z tego nic nie wynika, żadna refleksja u bohaterów, ani nawet jakieś sposób postrzegania problemu przez reżysera.
Od biedy można by np. skupić się na tym wątku miłosnym i bohaterce która kombinuje z fajnymi chłopakami i kończy się dla niej to źle, i dopiero ta męczydupa z friendzone daje jej jakieś ukojenie - to może taki jest morał filmu, suczki bierzcie tych zakochanych frajerów, wprawdzie suchoklatesy ale będą waszymi wiernymi podnóżkami? Taka jakaś emanacja kompleksów scenarzysty albo odreagowanie, że go chilliderki nie chciały więc wyobrażał sobie jak prześladują je demony, albo chłopcy z drużyny futbolowej sprzedają im syfilis? ;)
Od biedy można by np. skupić się na tym wątku miłosnym i bohaterce która kombinuje z fajnymi chłopakami i kończy się dla niej to źle, i dopiero ta męczydupa z friendzone daje jej jakieś ukojenie - to może taki jest morał filmu, suczki bierzcie tych zakochanych frajerów, wprawdzie suchoklatesy ale będą waszymi wiernymi podnóżkami? Taka jakaś emanacja kompleksów scenarzysty albo odreagowanie, że go chilliderki nie chciały więc wyobrażał sobie jak prześladują je demony, albo chłopcy z drużyny futbolowej sprzedają im syfilis? ;)
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.
12-06-2015, 09:32





