(05-09-2015, 02:24)Crov napisał(a): Ale oni nie mogli sprawdzić co u sąsiadów, bo wszystko spowijała ciemność, która była "przejściem" do nowego wymiaru. A radio i telewizja nie działają - w sensie, to miało pokazac to, że nie działają i psują telefony.
Nie mam problemu z tym, że nie mogli. Bez sensu, że nie próbowali.
Kometa szaleje, oni wyglądają przez okno, wszędzie ciemno, ale dwie przecznice dalej jedyny dom, gdzie się pali światło. Ok. Nie próbują iść do domu obok, bo co? Bo scenarzysta tak to sobie wymyślił. Gdyby próbowali iść gdziekolwiek indziej, ale ta ciemniejsza ciemność (przez którą jednak widać światło z drugiego domu) ich przerzucała do tego konkretnego to spoko. Tylko, że pokrzyżowałoby to szyki scenarzyście. Ja rozumiem, że w kinie, a szczególnie sci-fi, musi być jakaś umowność, ale tutaj jest za duży kontrast między prostą realistyczną, jak to sam nazywasz, relacją a dużą umownością, sztucznością narzuconych zasad, jak w jakimś Cube'ie czy czymś takim.
Cytat:To nie jest słuszny zarzut, ponieważ żadna z postaci, które poznajemy na początku nie pozostaje tą samą postacią przez cały film. Nawet Em, którą jest niejako główną bohaterką zmienia się się na inną Em pod koniec (a może i nie tylko). Ergo, łamanie zasad nie jest niczym zaskakującym w filmie mówiący o nieskończonej ilośći równoległych rzeczywistości zależnych od podjętych mniejszych i większych decyzji.
Może lepiej pamiętasz szczegóły, bo bardziej analizowałeś fabułę i mnie poprawisz. Jest chyba sekwencja, w której wszyscy decydują, że wychodzą sprawdzić samochody (już nie pamiętam co konkretnie) i trzymają się razem. Em wtedy bierze ten pierścionek pierwszy raz. Chyba. Wraca do domu a oni zdziwieni pytają, gdzie była? Dlaczego nie trzymali się razem? Podczas tej jednej sekwencji nikogo przecież nigdzie nie przerzuciło, nie? Bo wyszli tylko na podjazd.
Oczywiście można przyjąć wersję ekstremalną tego, o czym piszesz, że wszystko jest wymieszane, nie ma sensu dochodzić, kto jest tak naprawdę kim. Tylko czy w takim razie to wymieszanie nie powinno wychodzić na jaw dużo łatwiej? Bo ktoś tam wychodzi i idzie do "drugiego" (hehe) domu z konkretnym zamiarem. Jeśli równoległych światów jest nieskończenie wiele to zakładam, że nastawienie wszystkich wersji bohaterów nie zawsze musi być zgodne z nastawieniem "naszych" bohaterów, czyli "trzymamy się na dystans, jesteśmy raczej podejrzliwi". Nawet biorąc pod uwagę fakt, że pewnych nieprawidłowości mogli nie zauważać od razu to przecież w pierwszych pięciu minutach ktoś powinien wbić i powiedzieć "Nie wiem, czy już skumaliście, ale światy równoległe itd." albo "Kurwa, przyszedłem tu, bo tylko u Was było jasno WTF?!?!?!?!?!?!" a tak naprawdę powinniśmy mieć jakiś totalny miks z pięcioma (pięćdziesięcioma, nieskończoną liczbą...) tych samych postaci... Czy nie?;)
Po prostu wygodnie jest scenarzyście utrzymywać ten pozorny porządek, nielogiczny, ale pozwalający tak długo dawać złudzenie, że to "nasi".
Cytat:Nie do końca rozumiem zarzut. Uwazasz, ze nie powinna spac w takiej sytuacji? Abstrahujać od tego, co napisalem wyzej o tym, ze to rozne rzeczywistosci itp., to akurat zmęczenie nie jest niczym niesamowitym nawet w stresowej sytuacji (nie pamietam tez czy ona czasem czegos nie wziela?).
Przyznaję, że trochę się czepiam, ale nie, nie powinna spać. Jak sobie przypomnę sytuacje, w których byłem najbardziej zmęczozny ever to też nie mogłem zasnąć z emocji, zmęczenia, wszystkiego razem. Ale tak serio, to laska właśnie dowiedziała się, że dwa domy dalej jest jej klon, ale "Sorry, zwykle po kolacji ucinam sobie drzemkę i nie mam zamiaru z tego rezygnować, przez cholerne klony i kometę". Znowu, jedyna funkcja tego zabiegu to umożliwienie bohaterom, że "tamci jeszcze, czegoś nie zrobili, bo u nich nie śpisz". LOL.
05-09-2015, 15:26





