COHERENCE (sci-fi o ludziach jedzących kolacje)
#32
(05-09-2015, 15:26)PropJoe napisał(a):
(05-09-2015, 02:24)Crov napisał(a): Ale oni nie mogli sprawdzić co u sąsiadów, bo wszystko spowijała ciemność, która była "przejściem" do nowego wymiaru. A radio i telewizja nie działają - w sensie, to miało pokazac to, że nie działają i psują telefony.

Nie mam problemu z tym, że nie mogli. Bez sensu, że nie próbowali.
Kometa szaleje, oni wyglądają przez okno, wszędzie ciemno, ale dwie przecznice dalej jedyny dom, gdzie się pali światło. Ok. Nie próbują iść do domu obok, bo co? Bo scenarzysta tak to sobie wymyślił. Gdyby próbowali iść gdziekolwiek indziej, ale ta ciemniejsza ciemność (przez którą jednak widać światło z drugiego domu) ich przerzucała do tego konkretnego to spoko. Tylko, że pokrzyżowałoby to szyki scenarzyście. Ja rozumiem, że w kinie, a szczególnie sci-fi, musi być jakaś umowność, ale tutaj jest za duży kontrast między prostą realistyczną, jak to sam nazywasz, relacją a dużą umownością, sztucznością narzuconych zasad, jak w jakimś Cube'ie czy czymś takim.
Sek w tym, że nie ma ku temu potrzeby. Ja rozumiem, o co Ci chodzi, ale pójście do sąsiadów nie dodałoby NICZEGO. To po prostu oszczędność informacji. Jakby poszli do sąsiadów to dowiedziałbyś się, że sąsiadów nie ma. I niczego by to nie zmieniło w filmie. To nijak nie pokrzyżowałoby szyków scenarzyście. To nie jest sytuacja, kiedy np. pojscie do sąsiadów rozwiązałoby jakieś problemy bohaterów - nawet jakby tam znaleźli helikopter z kluczykami w stacyjce i AK-47 to niczego by to nie zmieniło w ich sytuacji. Ja bym to załatwił linijka tekstu, którą wypowiedzieliby panowie po powrocie wyprawy do drugiego domu, coś w stylu "Sprawdzilismy też inne domy, nikogo w nich nie ma." i tyle. Bo nie ma co się rozdrabniać. Tak jak z tym radiem - no nie dziala technologia, jest jasne, i nie trzeba pokazywac, ze nie dziala telewizja, radio, internet, pagery, etc.
i można przejść do rzeczy. To nie jest kwestia umowności, a oszczędności.

Cytat:Oczywiście można przyjąć wersję ekstremalną tego, o czym piszesz, że wszystko jest wymieszane, nie ma sensu dochodzić, kto jest tak naprawdę kim. Tylko czy w takim razie to wymieszanie nie powinno wychodzić na jaw dużo łatwiej? Bo ktoś tam wychodzi i idzie do "drugiego" (hehe) domu z konkretnym zamiarem. Jeśli równoległych światów jest nieskończenie wiele to zakładam, że nastawienie wszystkich wersji bohaterów nie zawsze musi być zgodne z nastawieniem "naszych" bohaterów, czyli "trzymamy się na dystans, jesteśmy raczej podejrzliwi".
Nie, bo bohaterów przenosi do świata obok, a nie daleko, do diametralnie różniącego się. Wiec nie bedzie tak, ze np. zamiast jednego spokojnego bohatera, przyjdzie jego wersja, która jest furiatem na krawędzi.

Cytat:Nawet biorąc pod uwagę fakt, że pewnych nieprawidłowości mogli nie zauważać od razu to przecież w pierwszych pięciu minutach ktoś powinien wbić i powiedzieć "Nie wiem, czy już skumaliście, ale światy równoległe itd." albo "do kroćset fur beczek!, przyszedłem tu, bo tylko u Was było jasno WTF?!?!?!?!?!?!" a tak naprawdę powinniśmy mieć jakiś totalny miks z pięcioma (pięćdziesięcioma, nieskończoną liczbą...) tych samych postaci... Czy nie?;)
Po prostu wygodnie jest scenarzyście utrzymywać ten pozorny porządek, nielogiczny, ale pozwalający tak długo dawać złudzenie, że to "nasi".
"Tak naprawdę" to IMO wyjątkowo nie pasujące określenie do filmu, który opiera się w duzej mierze na tajemnicy i domniemaniach, a nie na twardej nauce wyłożonej przez specjaliste. Wszelkie zasady, jakie pojawiaja się w filmie są tylko gdybaniem laików (czyli de facto są tylko wskazówkami od scenarzysty, żebyśmy mieli zarysowaną tajemnicę). Postacie w filmie postępują po ludzku i niepewnie, a ich zachowania w sąsiędnich rzeczywistościach są podobne, bo ciągle są tymi samymi ludźmi. Stąd też reagują podobnie widząc drugich siebie - badają teren, boją się, a Xander jest agresywny. Jezeli wszystkie postacie boją się tej sytuacji to znaczy, że oni z innych rzeczywistości też sie boja. Taki miks wielu postaci, o jakim mowisz, moglby nastapic wtedy, gdyby postacie chciały się spotkać i otwarcie pogadać - tj. gdyby się nie bały tego, co się dzieje.

Cytat:Przyznaję, że trochę się czepiam, ale nie, nie powinna spać. Jak sobie przypomnę sytuacje, w których byłem najbardziej zmęczozny ever to też nie mogłem zasnąć z emocji, zmęczenia, wszystkiego razem. Ale tak serio, to laska właśnie dowiedziała się, że dwa domy dalej jest jej klon, ale "Sorry, zwykle po kolacji ucinam sobie drzemkę i nie mam zamiaru z tego rezygnować, przez cholerne klony i kometę". Znowu, jedyna funkcja tego zabiegu to umożliwienie bohaterom, że "tamci jeszcze, czegoś nie zrobili, bo u nich nie śpisz". LOL.
Mierzwiak juz potwierdzil, ze dostala mieszanke. Ale jako ciekawostke dodam, ze ostatnio sluchalem wywiadu z Chrisem McQuarrie, ktory opowiadal, ze zawsze, gdy sie potwornie stresuje to zaczyna zasypiac. :) Nota bene, o ile pamietam ona poszla spac nim sie dowiedziala, co jest w drugim domu (tylko skrzynka).

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Wiadomości w tym wątku
RE: COHERENCE (sci-fi o ludziach jedzących kolacje) - Gal Anonim - 05-09-2015, 16:02



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości