Age of Adaline - nie ma wątku, ani żadnej opinii o tym filmie na forum? Zdawało mi się, że po premierze coś czytałem, ale dzisiaj wyszukiwarka nic nie zwraca, a szkoda, bo film naprawdę jest wart uwagi.
Polecam go na double feature z Benjaminem Buttonem (który ja bardzo lubię, w przeciwieństwie do reszty ludzkości), bo oba filmy grają na tych samych nutach emocjonalnych obrazując wspólne przemijanie jako ważny element ludzkiej natury, bez którego robi się w życiu niezły pierdolnik. Ogólnie historia, dialogi, chemia między postaciami jest świetna, znakomicie się to oglądało, ale wrażenie jest trochę osłabione przez niepotrzebnego, Magnolia-style narratora, który nic nie wnosi, denerwuje również banalność i przewidywalność końcówki, chciałbym również, żeby fabuła była troszkę bardziej rozbudowana, wątki poboczne trochę okazalsze, filmowi przydałoby się dodatkowe kilka, kilkanaście minut.
Osobny akapit w kwestii aktorów: w końcu naprawdę dobra rola Forda, ileż to lat odkąd on zagrał coś ciekawego, ze 20? Jego młoda wersja idealnie dopasowana, ale ciężko coś powiedzieć o talencie Ingrubera, bo miał tylko kilka minut na ekranie. Blake Lively cudowna, jej postać przedstawiana jest jako dziewczyna, w której nie sposób się nie zakochać i ona świetnie sobie z tym radzi, przyjemnością była każda scena z jej udziałem, czekam na rozwój jej kariery.
Bardzo fajny, wzruszający film, trochę niewykorzystany potencjał, bo można było osiągnąć coś naprawdę znaczącego, ale nie jest źle, pewnie znajdzie się mojej czołówce roku, ale nie na najwyższych pozycjach. Ode mnie 7+/10.
Polecam go na double feature z Benjaminem Buttonem (który ja bardzo lubię, w przeciwieństwie do reszty ludzkości), bo oba filmy grają na tych samych nutach emocjonalnych obrazując wspólne przemijanie jako ważny element ludzkiej natury, bez którego robi się w życiu niezły pierdolnik. Ogólnie historia, dialogi, chemia między postaciami jest świetna, znakomicie się to oglądało, ale wrażenie jest trochę osłabione przez niepotrzebnego, Magnolia-style narratora, który nic nie wnosi, denerwuje również banalność i przewidywalność końcówki, chciałbym również, żeby fabuła była troszkę bardziej rozbudowana, wątki poboczne trochę okazalsze, filmowi przydałoby się dodatkowe kilka, kilkanaście minut.
Osobny akapit w kwestii aktorów: w końcu naprawdę dobra rola Forda, ileż to lat odkąd on zagrał coś ciekawego, ze 20? Jego młoda wersja idealnie dopasowana, ale ciężko coś powiedzieć o talencie Ingrubera, bo miał tylko kilka minut na ekranie. Blake Lively cudowna, jej postać przedstawiana jest jako dziewczyna, w której nie sposób się nie zakochać i ona świetnie sobie z tym radzi, przyjemnością była każda scena z jej udziałem, czekam na rozwój jej kariery.
Bardzo fajny, wzruszający film, trochę niewykorzystany potencjał, bo można było osiągnąć coś naprawdę znaczącego, ale nie jest źle, pewnie znajdzie się mojej czołówce roku, ale nie na najwyższych pozycjach. Ode mnie 7+/10.
27-10-2015, 10:13





