Przyjemne Genisys zachęciło mnie do powtórki całej serii - i dwa najważniejsze odcinki mam już za sobą.
T1 - uwielbiam, dla mnie film IDEALNY, który minimalistycznymi środkami buduje ogromny świat. A przede wszystkim wyróżnia się tym, że choć traktuje o podróżach w czasie, robotach itp., to jest rasowym horrorem. Toż to niemal slasher z niepowstrzymanym czarnym charakterem takim jak Jason - tylko że Terminator nie tnie, ale strzela. Zawsze za gówniarza trochę bałem sie tego filmu, ale jednocześnie bardziej mnie do niego ciągnęło niż do T2. I tak zostało.
Co do realizacji: wspaniale klimatyczna. Film jest duszny, niewygodny, jest jak zły sen. Wszystkie efekty łykam bez popity. I nawet niesławna twarz Arnolda z gumy byłaby zupełnie spoko, gdyby nie pokazali "prawdziwego" oka - bo skóra wyszła im dobrze, przy zmianie ujęć nie ma zbytnich odstępstw od tego, jak wygląda Arnold. Oko psuje całość - gdyby pozostało zamknięte, byłoby o wiele lepiej. Ale i tak - jak na swoje czasy i budżet, efekt to imponujący.
10/10
T2 - przede wszystkim zabiło mnie, jak ten film wygląda. On się praktycznie nie starzeje, nawet fryzury czy kostiumy nie walą po oczach minioną epoką. A do tego kolorystyka, kadry, oświetlenie - to po prostu piękny film. I efekty. O żesz kurna! Jest tylko jedna wpadka, która mnie razi: kiedy w galerii handlowej T-1000 po raz pierwszy zasklepia rany, ziarno na obrazie jest nieruchome, co zdradza, że robili efekt na stopklatce. Ale reszta... Animatronika zabija, a CGI jest genialne - "wlewanie się" do helikoptera powoduje opad szczęki. Idealny efekt. Do tego mądrze użyty, bo wrażenie robi też reakcja pilota, który patrzy na to z niedowierzaniem - i takoż patrzy widz. Dzisiaj efekty są wszędzie i nawet bohaterowie filmu nie są zdumieni tym, co widzą - więc czemu ja mam być zdumiony? Nie mówiąc o tym, że każdy efekt w T2 to swoista "nagroda", kulminacja, do której jest podbudowa, a dziś T-1000 odcina se rękę w slo-mo, bo kurde tak.
Dobra, dość o efektach. Sam film też przepiękny, nawet w wersji dir cut, którą zaczynam coraz bardziej doceniać. Scenka z procesorem JEST ważna dla fabuły, pokazuje pewien zwrot w relacjach całej trójki bohaterów. W tej części filmu jest jednak zdecydowanie za mało T-1000 i to w sumie mój największy zarzut. Gościu znika na dobre 20 minut, jak nie dłużej. Co jeszcze? Czasem Furlong zagra na fałszywej nucie (i nie mam na myśli mutacji, a jakiś słabszy aktorski moment), ale jak na dziecięcego aktora i tak wypada znakomicie. Generalnie to jest (niemal) idealny film akcji, tak zmyślnie napisany i zrobiony, że głowa mała.
10/10
I nie przeszkadza mi nawet fakt, że teraz oglądając T2, zawsze mam przed oczami scenki z wersji "sweded".
T1 - uwielbiam, dla mnie film IDEALNY, który minimalistycznymi środkami buduje ogromny świat. A przede wszystkim wyróżnia się tym, że choć traktuje o podróżach w czasie, robotach itp., to jest rasowym horrorem. Toż to niemal slasher z niepowstrzymanym czarnym charakterem takim jak Jason - tylko że Terminator nie tnie, ale strzela. Zawsze za gówniarza trochę bałem sie tego filmu, ale jednocześnie bardziej mnie do niego ciągnęło niż do T2. I tak zostało.
Co do realizacji: wspaniale klimatyczna. Film jest duszny, niewygodny, jest jak zły sen. Wszystkie efekty łykam bez popity. I nawet niesławna twarz Arnolda z gumy byłaby zupełnie spoko, gdyby nie pokazali "prawdziwego" oka - bo skóra wyszła im dobrze, przy zmianie ujęć nie ma zbytnich odstępstw od tego, jak wygląda Arnold. Oko psuje całość - gdyby pozostało zamknięte, byłoby o wiele lepiej. Ale i tak - jak na swoje czasy i budżet, efekt to imponujący.
10/10
T2 - przede wszystkim zabiło mnie, jak ten film wygląda. On się praktycznie nie starzeje, nawet fryzury czy kostiumy nie walą po oczach minioną epoką. A do tego kolorystyka, kadry, oświetlenie - to po prostu piękny film. I efekty. O żesz kurna! Jest tylko jedna wpadka, która mnie razi: kiedy w galerii handlowej T-1000 po raz pierwszy zasklepia rany, ziarno na obrazie jest nieruchome, co zdradza, że robili efekt na stopklatce. Ale reszta... Animatronika zabija, a CGI jest genialne - "wlewanie się" do helikoptera powoduje opad szczęki. Idealny efekt. Do tego mądrze użyty, bo wrażenie robi też reakcja pilota, który patrzy na to z niedowierzaniem - i takoż patrzy widz. Dzisiaj efekty są wszędzie i nawet bohaterowie filmu nie są zdumieni tym, co widzą - więc czemu ja mam być zdumiony? Nie mówiąc o tym, że każdy efekt w T2 to swoista "nagroda", kulminacja, do której jest podbudowa, a dziś T-1000 odcina se rękę w slo-mo, bo kurde tak.
Dobra, dość o efektach. Sam film też przepiękny, nawet w wersji dir cut, którą zaczynam coraz bardziej doceniać. Scenka z procesorem JEST ważna dla fabuły, pokazuje pewien zwrot w relacjach całej trójki bohaterów. W tej części filmu jest jednak zdecydowanie za mało T-1000 i to w sumie mój największy zarzut. Gościu znika na dobre 20 minut, jak nie dłużej. Co jeszcze? Czasem Furlong zagra na fałszywej nucie (i nie mam na myśli mutacji, a jakiś słabszy aktorski moment), ale jak na dziecięcego aktora i tak wypada znakomicie. Generalnie to jest (niemal) idealny film akcji, tak zmyślnie napisany i zrobiony, że głowa mała.
10/10
I nie przeszkadza mi nawet fakt, że teraz oglądając T2, zawsze mam przed oczami scenki z wersji "sweded".
02-11-2015, 22:21






