Za długie te posty piszesz i nie chce mi się odpowiadać na wszystko, bo kręcimy się w kółko :) Powtarzasz kilka rzeczy, które sam wcześniej pisałem i argumenty, na które już odpowiadałem.
Krótko:
- Kanon, np. lista najlepszych filmów wszech czasów czy wspomniany Mozart, bierze się ze zbieżnych ze sobą subiektywnych opinii i jest tychże opinii utrwalanym przez dekady zbiorem
- w pewnym momencie stwierdzenie "Mozart był genialnym kompozytorem, jednym z najlepszych w historii" staje się niemal obiektywnym faktem, chociaż oczywiście nijak nie jest faktem ani czymś obiektywnym. Mimo wszystko do subiektywności też takiemu stwierdzeniu daleko - tak, ale przedmiotem dyskusji jest odnoszenie się do kanonu (własnego lub tego obowiązującego), a nie kanon sam w sobie.
- Są elementy filmu, które są czysto obiektywne, bo da się je udowodnić (patrz: dziury logiczne itp), ale już to, czy uznamy je za wadę filmu, czy przeszkadzały nam w seansie, obiektywne nie będzie
- Doświadczenie w postaci obejrzanych filmów i odnoszenie się do nich (czyli naszego własnego, osobistego "kanonu") odbywa się wyłącznie w naszej głowie, czyli jest czysto subiektywne. Ale to też już pisałem...
Nie dojdziemy do porozumienia, więc na zakończenie (?) powtórzę (znowu) to co już pisałem: nie rozumiem potrzeby nazywania własnej opinii obiektywną w choćby najmniejszym nawet stopniu, tak samo jak nie rozumiem wypinania się na słownik i upierania, że można sobie coś określać wbrew definicji, bo... bo tak i w sumie wciąż nie dowiedziałem się dlaczego; własna wygoda to niby jest jakieś wytłumaczenie, ale mnie nie satysfakcjonuje, bo i co jest wygodnego w określaniu czegoś na przekór znaczeniu tegoż określenia? Choćbym nie wiem jak oceniał film, przez pryzmat czego, w porównaniu do..., to nigdy, ale to przenigdy nie napisałbym / powiedziałbym, że jest to ocena obiektywna.
Krótko:
- Kanon, np. lista najlepszych filmów wszech czasów czy wspomniany Mozart, bierze się ze zbieżnych ze sobą subiektywnych opinii i jest tychże opinii utrwalanym przez dekady zbiorem
- w pewnym momencie stwierdzenie "Mozart był genialnym kompozytorem, jednym z najlepszych w historii" staje się niemal obiektywnym faktem, chociaż oczywiście nijak nie jest faktem ani czymś obiektywnym. Mimo wszystko do subiektywności też takiemu stwierdzeniu daleko - tak, ale przedmiotem dyskusji jest odnoszenie się do kanonu (własnego lub tego obowiązującego), a nie kanon sam w sobie.
- Są elementy filmu, które są czysto obiektywne, bo da się je udowodnić (patrz: dziury logiczne itp), ale już to, czy uznamy je za wadę filmu, czy przeszkadzały nam w seansie, obiektywne nie będzie
- Doświadczenie w postaci obejrzanych filmów i odnoszenie się do nich (czyli naszego własnego, osobistego "kanonu") odbywa się wyłącznie w naszej głowie, czyli jest czysto subiektywne. Ale to też już pisałem...
Nie dojdziemy do porozumienia, więc na zakończenie (?) powtórzę (znowu) to co już pisałem: nie rozumiem potrzeby nazywania własnej opinii obiektywną w choćby najmniejszym nawet stopniu, tak samo jak nie rozumiem wypinania się na słownik i upierania, że można sobie coś określać wbrew definicji, bo... bo tak i w sumie wciąż nie dowiedziałem się dlaczego; własna wygoda to niby jest jakieś wytłumaczenie, ale mnie nie satysfakcjonuje, bo i co jest wygodnego w określaniu czegoś na przekór znaczeniu tegoż określenia? Choćbym nie wiem jak oceniał film, przez pryzmat czego, w porównaniu do..., to nigdy, ale to przenigdy nie napisałbym / powiedziałbym, że jest to ocena obiektywna.
06-11-2015, 21:40 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-11-2015, 21:47 przez Mierzwiak.)
Spoiler




