Sceny typu 007 czy Shooter (lepszy przykład) mają sens o tyle, o ile widz zacznie postrzegać głównego bohatera jako Dobrego, który walczy ze (uogólnionym) Złem â tak najprościej można to ująć. Zło zawsze musi mieć konkretną twarz, wtedy Zło przelewa się automatycznie na jego popleczników. To że ktoś dostrzega pewne niewygodne niuanse podobnych scen, jakiegoś typu âegzystencjalne nieścisłościâ nie jest dowodem na czepialstwo i niedorzeczność wywodów, a zwróceniem uwagi na problematyczność sytuacji, która domaga się większego niż zwykle pomyślunku. Bezmyślność, bezrefleksyjność jest najgorsza â przyjmując prostacki tryb myślenia niektórych twórców łatwo można się wpisać w prymitywne postrzeganie świata, które z widzów stara się zrobić bezwolnych idiotów śliniących się na widok akcji. Tak jak Rambo II lub III â filmy w gruncie rzeczy bzdurne â inaczej niż jedynka â ale przyjemne z tego powodu, że nie angażujące zbyt wielu szarych komórek. czy świadczy to przeciwko filmowi? Nie wiem. Wiem, że mam sentymenty, a one są czasami silniejsze niż zdrowy rozsądek. Sam się lubię poślinić, ale nie dlatego, że akcja jest, tylko dlatego że akcja jest sensownie motywowana, nawet ta cholerną konwencją, nawet jeśli jest to film ogólnie kiepski (Święci). I dlatego zgodzę się z Wojskowym, choć jednocześnie nie zgodzę, bo jestem niekonsekwentny - za bardzo dewaluacją śmierci w filmie się nie przejmuję (już raczej podniecam się sensem przemocy, ale to trochę inna bajka).
17-09-2007, 09:48





