Crouching Tiger, Hidden Dragon - filmowe yin i yang, połączenie energicznego, niesamowicie dynamicznego kina (sceny walk w tym filmie uważam za absolutnie genialne) z w gruncie rzeczy smutną historią, momentami bardzo poetycką, nigdzie się nie spieszącą. Do tego fantastyczne aktorstwo (z naciskiem na Yeoh i Ziyi) i przepiękna strona wizualna - minimalistyczna, ale też pełna rozmachu i starannie skomponowanych kadrów. Widziałem go wczoraj trzeci raz i jak do tej pory podobał mi się najbardziej. Wspaniały film.
Crouching Tiger, Hidden Dragon: Sword of Destiny - nie dość że zagrany po angielsku (błąd!!!!), to ma bardzo amerykański scenariusz. Jest tu całkiem fajny wątek, ale gdzieś jakby z boku i zostaje wyjaśniony zbyt późno by zrobić takie wrażenie, jakie powinien. Z klasy i poetyki oryginału nie ma tu nic, ale obejrzeć można, ot takie przyjemne patrzydło z niezłymi scenami walk. Brakuje jednak temu filmowi powietrza i "filmowości" właśnie; zdjęcia same w sobie nie są złe, ale nawet ujęcia kręcone w plenerze potrafią mieć dziwnie duszny, telewizyjny feel.
Crouching Tiger, Hidden Dragon: Sword of Destiny - nie dość że zagrany po angielsku (błąd!!!!), to ma bardzo amerykański scenariusz. Jest tu całkiem fajny wątek, ale gdzieś jakby z boku i zostaje wyjaśniony zbyt późno by zrobić takie wrażenie, jakie powinien. Z klasy i poetyki oryginału nie ma tu nic, ale obejrzeć można, ot takie przyjemne patrzydło z niezłymi scenami walk. Brakuje jednak temu filmowi powietrza i "filmowości" właśnie; zdjęcia same w sobie nie są złe, ale nawet ujęcia kręcone w plenerze potrafią mieć dziwnie duszny, telewizyjny feel.
27-02-2016, 12:11 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-02-2016, 12:12 przez Mierzwiak.)





