Hercules (1997)
Powtórka. Typowa historia "from zero to hero" w wersji Disneya. Jak na tamte lata i te studio ma w sobie nadzwyczaj mało piosenek, a większość z nich jest wykonana przez czarnoskóry chórek narratorek, co jest całkiem fajnym zabiegiem. Animacja praktycznie nic się nie postarzała, wypada mieszanie jedynie w scenach, kiedy zwykła kreska łączy się z CGI (np. walka Herkulesa z Hydrą). Całość zlatuje szybko i przyjemnie, jest z czego się pośmiać. Na plus jak zwykle dobra muzyka Alana Menkena i bdb czarny charakter (Hedes jest super, nie tylko ze względu na świetny design).
Mulan (1998)
Ta animacja ma już prawie 20 lat, a ja 5 dni temu obejrzałem ją po raz pierwszy! Cóż, jest niezła, ale podobała mi się mniej od Herkulesa. Najlepszymi jej elementami na pewno są muzyka (tym razem nie Menken, tylko Goldsmith), fajne sceny treningu, bitwa z lawiną i finałowa akcja. Na minus nijaki początek (za długo się rozkręca), cienki czarny charakter bez żadnej motywacji, oraz niezdecydowanie w kwestii, czy to ma być musical, czy nie. Z początku zapowiada się na to że będzie to klasyczny "śpiewany" Disney, ale piosenek było może ze 3 i to tylko w pierwszej połowie. Później, jakby zmieniła się twórcom koncepcja.
Aha, nie wiedziałem, że Jerzy Stuhr "osłował" jeszcze przed Shrekiem? :D
Powtórka. Typowa historia "from zero to hero" w wersji Disneya. Jak na tamte lata i te studio ma w sobie nadzwyczaj mało piosenek, a większość z nich jest wykonana przez czarnoskóry chórek narratorek, co jest całkiem fajnym zabiegiem. Animacja praktycznie nic się nie postarzała, wypada mieszanie jedynie w scenach, kiedy zwykła kreska łączy się z CGI (np. walka Herkulesa z Hydrą). Całość zlatuje szybko i przyjemnie, jest z czego się pośmiać. Na plus jak zwykle dobra muzyka Alana Menkena i bdb czarny charakter (Hedes jest super, nie tylko ze względu na świetny design).
Mulan (1998)
Ta animacja ma już prawie 20 lat, a ja 5 dni temu obejrzałem ją po raz pierwszy! Cóż, jest niezła, ale podobała mi się mniej od Herkulesa. Najlepszymi jej elementami na pewno są muzyka (tym razem nie Menken, tylko Goldsmith), fajne sceny treningu, bitwa z lawiną i finałowa akcja. Na minus nijaki początek (za długo się rozkręca), cienki czarny charakter bez żadnej motywacji, oraz niezdecydowanie w kwestii, czy to ma być musical, czy nie. Z początku zapowiada się na to że będzie to klasyczny "śpiewany" Disney, ale piosenek było może ze 3 i to tylko w pierwszej połowie. Później, jakby zmieniła się twórcom koncepcja.
Aha, nie wiedziałem, że Jerzy Stuhr "osłował" jeszcze przed Shrekiem? :D
28-02-2016, 10:22





