The English Patient
Bracia mi go polecili, a że chciałem sobie nadrobić ostatniego zwycięzce Oscarowej gali lat 90-tych to w końcu sięgnąłem po niego na półkę z DVD. Krótko mówiąc - najgorszy Oscarowy zwycięzca jakiego oglądałem! Technicznie przeciętny, aktorsko tylko dobry, a reszta? 2 i pół godziny o tym jak poparzony facet leży i przypomina sobie totalnie mi obojętną historię zanim miał wypadek wskutek którego został poparzony. Dramat, który nie porusza. Okazjonalne żarty, które nie śmieszą. Bardziej wymuszony dramatyzm, jak w scenie kiedy tytułowy bohater wybucha płaczem niosąc swoją ranną kochankę do jaskini, a muzyka daje czadu na całego. W sumie to po seansie nie wiem o kim ten film miał opowiadać. O pacjencie? O pielęgniarce? O Defoe bez kciuków? Zresztą nieważne, bo tylko wątek Binoche daje radę i to on zawiera najlepszą scenę z tego przeciętnego dramatu (rozbrajanie bomby).
Bracia mi go polecili, a że chciałem sobie nadrobić ostatniego zwycięzce Oscarowej gali lat 90-tych to w końcu sięgnąłem po niego na półkę z DVD. Krótko mówiąc - najgorszy Oscarowy zwycięzca jakiego oglądałem! Technicznie przeciętny, aktorsko tylko dobry, a reszta? 2 i pół godziny o tym jak poparzony facet leży i przypomina sobie totalnie mi obojętną historię zanim miał wypadek wskutek którego został poparzony. Dramat, który nie porusza. Okazjonalne żarty, które nie śmieszą. Bardziej wymuszony dramatyzm, jak w scenie kiedy tytułowy bohater wybucha płaczem niosąc swoją ranną kochankę do jaskini, a muzyka daje czadu na całego. W sumie to po seansie nie wiem o kim ten film miał opowiadać. O pacjencie? O pielęgniarce? O Defoe bez kciuków? Zresztą nieważne, bo tylko wątek Binoche daje radę i to on zawiera najlepszą scenę z tego przeciętnego dramatu (rozbrajanie bomby).
29-02-2016, 20:05





