Mogli lepiej wykorzystać obecność Punishera w finale, ale skoro widzi, że Czerwony sobie radzi, to nie będzie się wpieprzał do nie swojej walki. Mnie bardziej zabolało rozwiązanie wątku Blacksmitha, zwłaszcza, że to on okazał się być głównym celem Franka i ostatnim na jego liście osobistej. Przez kilka odcinków twórcy budowali tajemnicę wokół tej postaci, jej wagę dla świata przestępczego, a w momencie, gdy zarówno Punisher, jak i DD zaczynają szukać jej na własną rękę, naprawdę można było pomyśleć, że będzie to nie lada przeciwnik. A tymczasem rozprawa z nim jest krótka i mało satysfakcjonująca, a przecież to finał wątku Punishera.
A cały sezon miodzio. Do paru rzeczy więcej mógłbym się przyczepić, ale 13 odcinków wręcz wchłonąłem od razu. Kingpin w końcu jest Kingpinem (ta jego rozmowa z Mattem!), Scott Glenn zalicza zajebisty występ jako Stick (aż nabrałem ochotę na powtórkę "Wyzwania" Frankenheimera), a Matt, Foggy i Karen dochodzą do takiego punktu, że aż się chce natychmiast zobaczyć trzeci sezon.
Co zaś się tyczy Bernthala jako Punishera - jest bardzo dobry, choć podczas rozprawy sądowej wydawało mi się, że twórcy na siłę chcą go zmiękczyć, pokazać w lepszym świetle, a wręcz uczynić z niego ofiarę. A sam Bernthal ofiary nie przypomina, raczej prymitywa, którego niewiele już obchodzą inni ludzie. Dlatego taki dobry jest jego wątek z Karen, która rzeczywiście wyciąga z niego jakieś emocje i wspomnienia. Zresztą w scenie w knajpie, chyba w 11 odcinku, Frank na luzaku mówi jej o miłości, o tym co by dał, aby raz jeszcze zobaczyć swoją żoną, o Mattcie i Karen. I wtedy Bernthal udowadnia, że jego Punisher może jeszcze wyewoluować w postać bardziej ludzką, choć nadal zabójczo niebezpieczną - przecież zaraz po tym dialogu mamy małą strzelaninę i przepis na zrobienie z twarzy przeciwnika bitki wołowej. Czekam na jego własny serial.
A cały sezon miodzio. Do paru rzeczy więcej mógłbym się przyczepić, ale 13 odcinków wręcz wchłonąłem od razu. Kingpin w końcu jest Kingpinem (ta jego rozmowa z Mattem!), Scott Glenn zalicza zajebisty występ jako Stick (aż nabrałem ochotę na powtórkę "Wyzwania" Frankenheimera), a Matt, Foggy i Karen dochodzą do takiego punktu, że aż się chce natychmiast zobaczyć trzeci sezon.
Co zaś się tyczy Bernthala jako Punishera - jest bardzo dobry, choć podczas rozprawy sądowej wydawało mi się, że twórcy na siłę chcą go zmiękczyć, pokazać w lepszym świetle, a wręcz uczynić z niego ofiarę. A sam Bernthal ofiary nie przypomina, raczej prymitywa, którego niewiele już obchodzą inni ludzie. Dlatego taki dobry jest jego wątek z Karen, która rzeczywiście wyciąga z niego jakieś emocje i wspomnienia. Zresztą w scenie w knajpie, chyba w 11 odcinku, Frank na luzaku mówi jej o miłości, o tym co by dał, aby raz jeszcze zobaczyć swoją żoną, o Mattcie i Karen. I wtedy Bernthal udowadnia, że jego Punisher może jeszcze wyewoluować w postać bardziej ludzką, choć nadal zabójczo niebezpieczną - przecież zaraz po tym dialogu mamy małą strzelaninę i przepis na zrobienie z twarzy przeciwnika bitki wołowej. Czekam na jego własny serial.
22-03-2016, 22:35 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-03-2016, 22:36 przez Crash.)





