(31-03-2016, 16:54)PropJoe napisał(a): No to chyba nie jest taka prosta sprawa, że "gdyby trwala te 18 sekund dluzej, (...) na pewno bylaby mniej ekscytujaca i dynamiczna". No to może dalej ją skracać? Będzie jeszcze dynamiczniej i bardziej ekscytująco.;)Ale jak dalej chcialbys ja skracac, zlośliwcze? ;) Taka scena to kompromis sensu, treści, rytmu i emocji. Zakładamy, ze reżyser dąży do jak najlepszej wersji tego, co ma na papierze i w glowie, wiec najwyrazniej wg tego rezysera to byla najlepsza wersja tego. Ergo, jakbys zaczal ja skracac jeszcze bardziej to moglaby zaczac tracic na sensie, tresci, rytmie badz emocjach.
Cytat:Chodzi mi o coś innego. Po pierwsze, jak rozumiem i o ile dobrze pamiętam (a nie chce mi się teraz wracać do artykułu) punktem odniesienia dla Finchera był czas Sorkina. Ja wiem, że to jest tylko anegdota i Fincher to super specjalista i nie mam zamiaru się tu za bardzo wymądrzać, ale na planie, z dwójką profesjonalnych aktorów Fincher, wygląda na to, za punkt odniesienia, przyjął zafixowany czas scenarzysty czytającego swój tekst gdzieś tam przy kawie. No a przynajmniej trochę dziwaczny, i to jest moje "po drugie", wydaje się sposób na zakomunikowanie tego, że nie jest zadowolony z timingu. Sorkin nie mówi o tym, że powtarzał ujęcie zanim Mara wreszcie powiedziała daną kwestię wystarczająco szybko, tylko "tyle i tyle to ideał dla tej sceny, dajcie mi to".Ale to nie jest tak, że Fincher poszedl do Starbucksa, usiedli i Sorkin zaczal mu po prostu czytac scenariusz. Jak rozumiem, to były takie konsultacje - próba, a nie, że se czytali i tak se stwierdzili. Za punkt odniesienia Fincher uznal taka wersje jak najwyrazniej najbardziej mu odpowiadała, nie widze powodu do rozkminy. Wybrał wizje sceny, która pokrywała się albo uzupełniała tę jego.
31-03-2016, 17:33





