Czy naprawdę jest taka potrzeba aby wszystkie filmy były koniecznie częścią jakiejś większej sagi by wydawały się "potrzebne"?
Taka jest idea spin-offów - pobocznych historii, które wgryzają się w mięcho danego uniwersum i opowiadają o różnych tematach i pokazują stylistyki, które główne, spejs-operowe spektakle z założenia nie mogą.
Nie mówię, że Jyn jako matka Rey nie mogła by być fajna, zwłaszcza, że nie znam tej postaci. Ale na razie taki pomysł wydaje mi się koślawą próbą połączenia ze sobą wątków, w bardzo toporny sposób na zasadzie "galaktyka to kurewsko mała pipidówa, gdzie każdy jest powiązany z każdym", o którym pisałem w temacie o ep 8.
Nie mam problemu z tym, że Rogue One opowiada bardzo specyficzną, bardzo konkretną historię o grupie ludzi, którzy z perspektywy Wielkiej Galaktycznej Wojny byli praktycznie anonimami, ale ich dramaty wcale nie musiały być mniejsze. I to gadanie o "potrzebności" też mnie dziwi, szczególnie gdy idzie z ust fanów SW. Gdyby to była np. dajmy na to animacja, w duchu Clone Wars, albo komiks EU, to chyba nikt by nie marudził na taki opis fabuły. Ale, że jest to film kinowy, to nagle mówi się coś o potrzebności, jak by tutaj był jakiś ograniczony, filmowy real estate. Nie martwcie się, nowa główna trylogia i tak zostanie ukończona i innych spin-ofów najprawdopodobniej będzie na pęczki. Zawsze to jest jakaś dodatkowa opowieść ze świata SW wgryzająca się w szczegóły uniwersum. Thats a good thing.
Taka jest idea spin-offów - pobocznych historii, które wgryzają się w mięcho danego uniwersum i opowiadają o różnych tematach i pokazują stylistyki, które główne, spejs-operowe spektakle z założenia nie mogą.
Nie mówię, że Jyn jako matka Rey nie mogła by być fajna, zwłaszcza, że nie znam tej postaci. Ale na razie taki pomysł wydaje mi się koślawą próbą połączenia ze sobą wątków, w bardzo toporny sposób na zasadzie "galaktyka to kurewsko mała pipidówa, gdzie każdy jest powiązany z każdym", o którym pisałem w temacie o ep 8.
Nie mam problemu z tym, że Rogue One opowiada bardzo specyficzną, bardzo konkretną historię o grupie ludzi, którzy z perspektywy Wielkiej Galaktycznej Wojny byli praktycznie anonimami, ale ich dramaty wcale nie musiały być mniejsze. I to gadanie o "potrzebności" też mnie dziwi, szczególnie gdy idzie z ust fanów SW. Gdyby to była np. dajmy na to animacja, w duchu Clone Wars, albo komiks EU, to chyba nikt by nie marudził na taki opis fabuły. Ale, że jest to film kinowy, to nagle mówi się coś o potrzebności, jak by tutaj był jakiś ograniczony, filmowy real estate. Nie martwcie się, nowa główna trylogia i tak zostanie ukończona i innych spin-ofów najprawdopodobniej będzie na pęczki. Zawsze to jest jakaś dodatkowa opowieść ze świata SW wgryzająca się w szczegóły uniwersum. Thats a good thing.
Fuck the cavalry and the committee that recieves 'em.
07-04-2016, 22:37 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-04-2016, 22:41 przez Proteus.)





